ministat liczniki.org a
Blog > Komentarze do wpisu

Zmowa

Jak działają ludzie w jakiś sposób powiązani wzajemnymi przekrętami, pisać nie będę bo pisali o tym dużo mądrzejsi ode mnie. To fakty znane. Tu się kogoś przekupi, postraszy i wszystko się jakoś ułoży. Grono w jakiś sposób powiązane będzie broniło swojego członka, bo to kolega, bo od niego coś zależy, bo to przecież mimo wszystko "swój gość" i nie ma potrzeby robić mu "przykrości". Tak się dzieje w Kościele (pedofilia, pijaństwo) nie można "swojego" wydać. Tak się dzieje w innych grupach zawodowych gdzie przysłowiowa ręka rękę myje. Ile zapłaci moralnie człowiek, który jednak rzuci wyzwanie grupie i nie zgodzi się na dalsze ukrywanie haniebnych czynów członka grupy? Ja wiem ile to kosztuje. Wiem jak można się czuć będąc otoczonym murem ostracyzmu i epitetem "zdrajcy".

Kiedyś, krótko i przejściowo znalazłam się w grupie, która pijącego kolegę w pracy, przed pracą i po pracy chroniła przed konsekwencjami. Także i ja byłam winna myśląc, że w końcu "co mnie to obchodzi", niech martwi się szef. Kolega rano, już na parkingu służbowym, w samochodzie, przed rozpoczęciem pracy wypijał dwa piwa. Później już to leciało. Przed szefem najczęściej faceta zamykano w pokoju, a później... No cóż, dziś i ja kajam się za własną hipokryzję i uspokajanie sumienia, ale do czasu. Któregoś dnia był już tak pijany, że ledwie trzymał się na nogach i postanowił iść sobie do domu. Odetchnęłam, nareszcie będzie trochę spokoju! W pewnym momencie udało mu się wygrzebać kluczyki od samochodu. To nie była  czerwona lampka, to był czerwony reflektor. W bardzo krótkiej chwili dotarło do mnie, że jeśli do tego dopuszczę będę winna wszystkiego co się ewentualnie stanie. Chciałam zabrać mu te kluczyki, ale był jednak trochę silniejszy, a koledzy na wszelki wypadek uciekli. Pozostało mi jedno, zadzwonić do ochrony by nie dopuściła do tego, że siądzie za kierownicą. Nie wypuścili go, ale po pierwsze, nikogo nie obeszło by wyciągnąć konsekwencje wobec tak jawnego złamania kilku przepisów, po drugie wrócił z powrotem. Był wściekły! Powiedział, że zabije tę kanalię, która nie dopuściła do jego wyjazdu. Odezwałam się nie spokojnie tylko jak ktoś doprowadzony do szału, że nie będę współwinną jakiegoś nieszczęścia na drodze (pomijając złamanie kilku przepisów). Nikt nie stanął w mojej obronie choć wszyscy wiedzieli co się działo. Zostałam kapusiem i zdrajcą, który to zdrajca chciał unieszczęśliwić kolegę! Od tamtej pory byłam wrogiem numer jeden. Na szczęście byłam w tym gronie bardzo krótko.

Wniosek jest jeden. Jeśli jesteś człowieku w takim gronie, nie masz prawa się wyłamać, musisz godzić się na dziejące się draństwo albo zaryzykować wiele nieprzyjemnych chwil. Czy dziś podobnie to wygląda? Czy i dziś także grono broni kanalię wiedząc, że rażąco narusza wszelkie moralne wartości? Nie miałam już okazji się przekonać. Na szczęście!

czwartek, 27 marca 2014, cheronea

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Piotr Opolski, *.internetia.net.pl
2014/03/27 21:46:48
Oczywiście, że masz racje i nie Ty pierwsza i ostatnia znalazłaś się w takiej sytuacji. Można się wymądrzać i napisać, że należy takich towarzystw unikać ale to czysta teoria.
W odwrotności do Ciebie wierze że Ten na gorze siedzi i stawia kreski na swojej niebiańskiej ścianie i nigdy nie wiadomo kiedy Cie nagdfodzi czego z całego serducha Ci życzę.
-
2014/03/27 22:49:42
@Piotr Opolski
Drogi Piotrze, tak do końca to nie wiem co o tej "górze"myśleć. Masz rację, nie da się uniknąć. Jednak trzeba mieć w sobie odwagę. Dobrze, że pokonałam strach i jednak coś próbowałam zrobić. Strach przed odrzuceniem to wielki strach. Pewnie wielu tak myśli, że jesli odrzuci go grupa to już jest stracony. Nic bardziej mylącego. Jesli oprę swoje wartości na grupie, a nie na własnych wartościach to zostanę tą przysłowiową trzcina na wietrze. Dobrej i spokojnej nocy :-)
-
2014/03/28 10:41:14
Czy dziś podobnie to wygląda?
Oczywiście, ze tak i nic się nie zmieniło od "czasów słusznie minionych". Wystarczy spojrzeć na solidarność zawodową. Właściwie jedynie Policja wyłamuje się z tego schematu i bez kozery pozbywa się takich czarnych owiec. A lekarze? Sędziowie? Prokuratorzy? Urzędnicy samorządów lokalnych? Kościoła?Tam, chroni się największych bydlaków, w imię idiotycznie pojętemu przekonaniu o własnej doskonałości, czynnikach obiektywnych i "agresywnych ataków" ludzi spoza tych środowisk.
Z alkoholem jest dokładnie tak samo. Rodzin (przyjaciół) kompletnie nie interesuje to, żeby zrobić coś z problemem alkoholu, ale to, żeby za wszelką cenę alkoholik (czy osoba nadużywająca) uniknął odpowiedzialności nawet w obliczu zabójstwa niewinnej osoby, czy jakiegoś innego sku*****ństwa, które spowodował. Przykładem niech będzie bardzo często niemożność ustalenia kto siedział na miejscu kierowcy po zabiciu człowieka: pijany właściciel, czy trzeźwy kolega. Nie ważne jest, żeby zadośćuczynić zabójstwu - ważne, żeby "nie zaszkodzić" koledze.

Tak przy okazji, wracam do sprawy pijanych kierowców i podniesieniu krzyku, ze tylko 8% wypadków powodują pijani kierowcy. Tymczasem uważam, ze to kompletna bzdura, a procenty należy pomnożyć przynajmniej przez trzy, albo więcej. Człowiek, który uciekł z miejsca wypadku w 99% ucieka z powodu bycia pod wpływem. Jednak przy zatrzymaniu nie można już tego ustalić. To samo przy niemożności ustalenia kierowcy: pijany kierował, czy grzecznie siedział na miejscu pasażera, choć samochód był jego.
Itd., itd., itd. Można by o tym książkę...
Pozdrawiam cieplutko Mirasko :-)
-
2014/04/03 00:29:10
Jeżeli tak się masz wyłamywać, Cheroneo, to wyłamuj się jak najczęściej. I uwierz mi, wyjdzie Ci to tylko na dobre, bo otoczenie zrozumie, że masz jasne zasady. I mogą się boczyć, ale będą Cię szanować. Oczywiście podstawowym warunkiem szacunku jest wymaganie od siebie wywiązywania się ze swoich obowiązków, ale jasne i czytelne zasady też należą do elementów szacunku. Powodzenia.
-
2014/04/11 13:29:14
To prawda. Musisz od siebie wymagać i mieć jasno sprecyzowane zasady.