ministat liczniki.org a
Kategorie: Wszystkie | człowiek | historia | kościół | wojna
RSS
piątek, 04 września 2015

Powiedziano i napisano tysiące słów na temat imigrantów z Bliskiego Wschodu. Były już szantaże, groźby, straszenie, poniżanie. Wypowiedzieli się politycy, dziennikarze, nawet Kościół "dał" wreszcie głos. Było już wszystko co tylko może wymyślić człowiek. Nie zamierzam włączać się w ten nurt - kto winien, a kto nie. Padały pompatyczne, pełne patosu słowa znanych dziennikarzy. Pokazano zdjęcia, które miały "obudzić sumienia". Było już wszystko.

Ja chcę się skupić tylko na jednym - na głodzie! Uciekający spod gradu bomb, prześladowań ISIS i generalnie z braku perspektyw ludzie imali się wszystkiego by uciec ze strasznej rzeczywistości. Czy oni naprawdę wiedzą co to jest GŁÓD?! Nie wierzę, iż zdjęcia pokazujące imigrantów wyrzucających chleb do kosza, wyrzucających butelki z wodą  czyli z życiem - nie wierzę, ze to fotomontaże by wywołać gniew u ludzi, którzy wiedzą co to głód. JA WIEM! Nie ważne kiedy i dlaczego, ważne, iż znam to uczucie. Podarowany nawet suchy chleb stanowi skarb dla głodnego człowieka! Gdy głód zagląda w oczy każdy, każdy kęs mieni się jak drogocenny skarb. 

Uciekają przed prześladowaniami, przed brakiem nadziei w swojej ojczyźnie i wyrzucają chleb?! Dla mnie jest to nie do pojęcia! Głodny człowiek jest szczęśliwy, że może zjeść bodaj kromkę. Głodny człowiek nie wybrzydza. Głodny człowiek jest wdzięczny za to, że już nie musi być dalej głodny. Spragniony człowiek jest szczęśliwy, że już dłużej nie musi cierpieć. Nie ogarniam tego wszystkiego. Pewnie nie potrafię tego ogarnąć, ale widok mężczyzny, który odmawia wody WŁASNEMU dziecku podanej przez policjanta nie mieści mi się w głowie. Czego tak naprawdę chcą ci wszyscy nieszczęśnicy wyrzucający chleb i wodę? NIE SĄ GŁODNI! NIE SĄ SPRAGNIENI! 

Jedną z najcięższych zbrodni jest wyrzucenie jedzenia gdy na świecie cierpią miliony tych, którzy taki dar przyjęliby ze szczęściem.

Nad tym i tylko nad tym chciałam się pochylić. Polityczne rozważania nie są dla mnie. Nie ode mnie zależy los tych ludzi, ale będę zawsze głośno mówić o tym, że ktoś kto wyrzuca chleb jest zwyczajnie syty!

sobota, 11 lipca 2015

Onegdaj "złamałam pióro" i miałam szczery zamiar już więcej nie pisać, są jednak momenty gdy nie MOGĘ i NIE CHCĘ milczeć. Taki dzień to własnie 11 lipca, konkretnie 11 lipca 1943 roku. Nie mam telewizji nie wiem więc czy choć wspomniano o zbrodni sprzed 72.lat na Wołyniu. Nie wiem także kim jest właściciel Interii, a tam pod dzisiejszą datą w serwisie Najnowsza Historia, tytułem krzyczącym wielkimi literami informacja o "obławie augustowskiej". To także wielka zbrodnia, ale dziś, do cholery JEST INNA ROCZNICA! Wielokrotnie używałam słowa "pismacy", bo to nie są dziennikarze, reportażyści, to są sługusy takiej czy innej władzy.

Dziś absolutnie nie wolno nawet się zająknąć na temat Ukrainy bo...? Zbrodnia pozostaje zbrodnią! Choćby dzisiejsi politycy i wtórujący im pismacy nie wiem jak zakłamywali przeszłość, ONA BYŁA! 

Pamiętamy o "obławie augustowskiej", ale czy zamordowani w bestialski sposób Polacy w "krwawą niedzielę" na Wołyniu, są gorsi od tych zamordowanych w obławie? Ich krew do dziś woła, bo żyją potomkowie, żyją nawet ci, którzy jako dzieci uniknęli hekatomby zagłady na Wołyniu. Czy władze już tak zdziczały, że śladu nie ma na temat tamtej zbrodni?! Czy dziesiątki tysięcy zamordowanych w niewyobrażalny sposób nie zasługują na pamięć?! Zaczęła się wybiórcza pamięć. Pamięć na którą jest akurat koniunktura. Cisza! Nic się nie wydarzyło!

Ja nie nawołuję do odwetu, nie nawołuję do nienawiści. Nawołuję do pamięci! Nie wiem już, który wielki człowiek napisał, że "naród, który zapomina o swojej przeszłości, skazany jest na zagładę w przyszłości".

Przedstawiciele społeczeństwa (Sejm i Senat), ci z prawa i z lewa mają za nic przeszłość. Dlaczego? 

Już dawno napisałam, że obawiam się dożyć czasów gdy 1 września zostanie skreślony z kart historii, pozostanie tylko 17 września bo zaczynamy być wasalami innych. "Na dachach naszych domów posągi obcych bogów, przed nimi my w pokłonach na naszym własnym progu" (J. Kaczmarski). Czy bardzo pomylił się bard? 

poniedziałek, 30 marca 2015

24.04.2015 (data symboliczna, bo to 101. rocznica urodzin) wchodzi na ekrany kin film Sławomira Grünberga "Karski i władcy ludzkości". To nie tylko hołd dla wielkiego Polaka, ale doskonała okazja by przybliżyć tę postać. Ja osobiście bardzo się cieszę. Amerykański Newsweek uznał Jana Karskiego za jednego z największych ludzi XX wieku. Uznali Amerykanie, uznał świat, ale nie Polacy (nie wszyscy). Nikt nie ma obowiązku znać osoby i jej dokonań. Nikt nie ma obowiązku znać historię swojego kraju. Nikt nie ma obowiązku interesować się kim był i co zrobił Jan Karski (Kozielewski). Nikt także nie ma obowiązku używać swojego mózgu. Jednak komentarze, które przeczytałam na ten temat każą mi wierzyć w totalny upadek ludzkości. W kilkudziesięciu komentarzach na temat Postaci nie znalazł się  a n i   j e d e n życzliwy Janowi Karskiemu. Mnóstwo pogardy, drańskich przymiotników, w których przewija się myśl przewodnia: "wiadomo Żyd będzie działał na rzecz Żydów". Karski został oblany najgorszymi obelgami jakie można sobie wyobrazić. W komentarzach podważano jego zasługi, wręcz uznano go za zdrajcę sprawy polskiej (!) W najlepszym przypadku padały słowa typu: "czy to ten co po pijanemu jeździł wózkiem golfowym". Do tego sprowadza się wiedza na temat wielkiego Polaka. Podały także oskarżenia, że to "przez takich Żydów jak Karski" została umęczona rodzina Ulmów. Jakaż to zjadliwa ironia losu, że o zakończeniu procesu (na szczeblu diecezjalnym) beatyfikacji Ulmów przeczytałam na stronie MUZEUM ŻYDÓW POLSKICH POLIN !!! Na stronach pism katolickich toczy się dyskusja co z dzieckiem, które rodziło się w czasie egzekucji. Czy ono też może być beatyfikowane, bo to PRZECIEŻ JESZCZE NIE CZŁOWIEK. To stwierdzenie (w Niedzieli czy Przewodniku katolickim) przewraca do góry nogami całą naukę o człowieczeństwie nienarodzonego. Tym się zajęto, a nie tym, ze ci ludzie poświęcili swoje życie w imię ratowania Żydów, traktując ratowanie ich jako swój braterski obowiązek. Jakiś imbecyl dokonał "odkrycia", że "na Karskiego" pracował cały sztab ludzi z AK i nie ma w tym jego zasługi. Jego krzyk na cały świat o niewyobrażalnej hekatombie narodu żydowskiego skomentowano jako "lansowanie się".

Czas umierać!

Czytałam wypowiedzi mądrych i szanowanych przeze mnie dziennikarzy, którzy wyrażali nadzieję, że nie jest tak źle ze społeczeństwem, że następujące pokolenie jest mądrzejsze od nas i to daje właśnie nadzieję na przyszłość. Dziś śmiem twierdzić, że moja kolejna nadzieja umarła. Nie wierzę w ŻADNĄ zmianę na lepsze. Będzie tylko gorzej i gorzej. To już nie jest mój świat. Ja tu już nie pasuję i pora zwyczajnie zbierać się z tego świata pozbawionego sensu. Moje ideały i pragnienie by próbować jeszcze o coś walczyć, coś próbować zmieniać, obróciły się w proch. Nie mam już ochoty niczego zmieniać, bo i tak nie zmienię. Bardzo wiele czytam i to jest przekleństwo, bo poznaję obszary niewyobrażalnej hańby, bo poznaję coraz bardziej tragiczny obraz przyszłości.

Dziś największą obelgą jaką można sobie wyobrazić jest powiedzenie do kogoś: "ty żydzie!" [mała litera napisana świadomie]. Jak ma dalej wyglądać ten świat. Jak ma dalej wyglądać Polska gdy największych, prawdziwych bohaterów wyszydzając, wyrzuca się do ścieku. Ten świat będzie dalej trwać także i beze mnie, a ja nie chcę w tym uczestniczyć. Zamykam się w swoim, bezpiecznym, bez draństw, których nie zdołam w żaden sposób unicestwić.

środa, 11 marca 2015

Szanuję cudzą wiarę, nic mi do tego kto i w co wierzy, ale dziś zweryfikowałam swoją tolerancję wobec tego co zobaczyłam i przeżyłam. Wracałam autobusem do domu. Był to w pewnym sensie męczący dla mnie dzień i chciałam już mieć go za sobą. Autobus zaczął zwalniać i zobaczyłam solidny korek na drodze, a w pewnym oddaleniu błyskające niebieskie światła kilku pojazdów uprzywilejowanych. Pierwsza myśl - zdarzył się jakiś wypadek skoro kilka pojazdów ma włączony tego typu sygnał świetlny. Autobus dojechał do przystanku, problem w tym, ze do domu miałam jeszcze przystanków kilka. Kierowca otworzył drzwi i ich nie zamyka, stoi. Wtedy usłyszałam kościelne pieśni śpiewane "na cały regulator". Cała szerokość jezdni zajęta przez tłum ludzi idący powolnie za śpiewającym księdzem. Ta ulica to jedyna droga po której jeżdżą autobusy, innej alternatywy nie ma. Nie można zrobić objazdu bo się technicznie nie uda. Cóż było zrobić, wysiadłam by dojść pieszo choć to dość daleko. W miarę pokonywania trasy ogarniała mnie irytacja, gniew, wreszcie wściekłość. Straż miejska, policja, karetka, pojazdy te "troskliwie" towarzyszyły tłumowi. Gdy ksiądz wyrecytował - stacja ósma, wywnioskowałam, ze to droga krzyżowa i przez moment myślałam, ze postradałam zmysły, a dziś jest piątek, a nie środa. Obok szkoła, dzieci stoją wraz z rodzicami, bo wyjechać się nie da, w żadna stronę. Blokada dla wszystkich chcących wjechać czy wyjechać. Priorytet ma zawodzący tłum ludzi.

W imię jakiej racji mam wysłuchiwać tego czego słuchać nie chcę?! W imię jakiej racji nie mogę dostać się do swojego mieszkania?! W imię jakiej racji "jedna słuszna religia" blokuje arterię, jedyną możliwą?! W imię jakiej racji ambulans jest na usługi właśnie tej grupy ludzi?! W imię jakiej racji to  o n i  faktycznie rządzą?! Gdy dotarłam wściekła do domu natychmiast postanowiłam sprawdzić czy to zgromadzenie ma zgodę na blokowanie ruchu w godzinach szczytu. Coś mi się wydaje, ze trzeba mieć zgodę na taką manifestację na publicznej drodze. Dzwonię! "O co pani chodzi, przecież to droga krzyżowa". Świetnie! Sama słyszę. Chce tylko wiedzieć czy jest zgoda władz na tę blokadę ruchu. Zgoda? Jaka zgoda? Przecież to oczywiste samo przez się, ze zgody być nie musi! Czy jest zgoda na to by karetka pogotowia była w taki sposób wykorzystywana? "No przecież ktoś może zasłabnąć"! W tym momencie skapitulowałam. Odechciało mi się walczyć o normalność dla w s z y s t k i c h. Ta uprzywilejowana grupy, która rośnie w siłę i potęgę. Ja jestem już marginesem, ja jestem nikim. Teraz wszystkie przywileje należą się jedynej prawdziwej wierze, a ona zaczyna być groźna, bo równie dobrze "zasłabnąć może" ateista, innowierca czy agnostyk, ale do niego karetka nie dojedzie, bo ulica jest już zablokowana. Piszę te słowa i ogarnia mnie bezsilne zdumienie, że tak straszliwie "prześladowani" katolicy zagarniają już całą pulę, a ja muszę znaleźć się w okopach by mieć dla siebie choć odrobinę przestrzeni do życia.

Ilu ludzi zacznie rezygnować z walki o w s p ó l n y dom? Ilu mądrych i światłych członków społeczeństwa zacznie okopywać się w swoich własnych sprawach zamiast walczyć o przegraną sprawę? Bo ona jest przegrana. Czytam dużo i zaczynam dostrzegać zniechęcenia u tych, którzy mają wiele do powiedzenia o wolności, równości i tolerancji. Myślę, ze nic się nie zmieni na lepsze. Ci, którzy odważnie zabierali głos, nie chcą go już zabierać, bo po co? Niejaki ks. Oko ogłosił już, że najwięksi zbrodniarze w dziejach historii ludzkości to ateiści, a nadbóg Terlikowski mu wtóruje. Do takich ludzi należy przyszłość naszego kraju, a nie do tych, którzy chcieliby widzieć swoją Ojczyznę jako kraj w s z y s t k i c h Polaków.

sobota, 07 marca 2015

Książkę tę kupiłam gdy tylko ukazała się na rynku czyli w 2013 roku ("Marek Edelman - prosto się mówi, jak się wie". Teksty zebrali i opracowali Paula Sawicka i Krzysztof Burnetko). To publikacja wydana już po śmierci Wielkiego Człowieka. Często oglądałam to sporych rozmiarów tomisko. Często dotykałam, ale wiedziałam, że otworzę je tylko wtedy gdy "wiatr zimny będzie dął i smutek krążył światem...*". Nadszedł taki moment, że sięgnęłam po tę pozycję. Gdy stało mi się źle ze światem i zabrakło wśród powodzi codziennego szaleństwa, chwili zadumy nad wartościami, które znalazły się w błocie, publikacja ta przywraca nieśmiałą zapowiedź dnia, chmurnego, ale dnia.

Marek Edelman cytuje w publikacjach (posiadam wszystkie możliwe, oficjalnie i  nieoficjalnie wydania) słowa poety Papiernika: "nie chodzi o to aby dojść do celu, ale aby iść po słonecznej stronie". Czytając po raz kolejny te same teksty, te same listy, te same wypowiedzi, znajduję Człowieka, który pozostał wierny swoim wartościom do ostatniego dnia, który w swoim trudnym życiu zawsze szedł po słonecznej stronie. Jakże dziś wśród zalewającego draństwa ktoś taki i Jego słowa potrzebne są by nie zatracić do końca c z ł o w i e c z e ń s t w a. Pewnie sam Pan Marek ofuknąłby mnie i swoim zwyczajem powiedział bym nie bajdurzyła i bym nie zawracała głowy sentymentami.

Jakoś mi raźniej gdy wstaje kolejny dzień, myśleć, że jednak są ludzie wierni temu co uznają za wartości ponadczasowe, są wierni sobie, a nie światu. Jakże podobają mi się słowa Pana Marka, który pytany co jest najważniejsze odpowiada, że "najważniejsze jest życie. Gdy jest już życie, wtedy najważniejsza jest wolność. Potem oddaje się życie za wolność i już nie wiadomo co jest najważniejsze". Jako ateista nie wahał się prosić Jana Pawła II w osobistym liście (dostarczonym mu do ręki) o choćby drobiazg mogący pozwolić na uwolnienie z więzienia Jacka Kuronia. Z czytanej przeze mnie literatury wynika, ze papież nawet mu nie odpowiedział. Nie odpowiedział Markowi Edelmanowi, nie mówiąc o rządzących w tamtym czasie Polską. Co tam więzienie, ważniejsze były układy z władzą, a przecież "nauczyciel" papieża powiedział, że "to co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili". Nie wahał się Pan Marek na gesty odmowy prezydentom czy kanclerzom, bo to nie była "słoneczna strona". On szedł po niej konsekwentnie, a przy tym wszystkim był bez reszty oddany ludziom i ich sprawom.

Jaki żal, ze dziś próżno szukać takich ludzi, odważnych, nie ubłoconych układami, koneksjami, oskarżeniami. Dostrzegam, ze ludzi ci powoli odchodzą na zawsze. Gdzie szukać następców?

Dziś gdy czytam o nienawiści, pogardzie, o wzajemnych oskarżeniach, poniżaniu, gorączce władzy i pieniądzach takie teksty i tacy ludzie choć odrobinę przywracają wiarę w to, że są gdzieś jednostki gotowe trwać przy swoich wartościach i bronić ich za cenę nawet wolności.

Ech, tak mnie wzięło bo przypomniał mi się fragment o tym jak to ktoś namalował swastykę i napisał "Żydzi do gazu" na domu, w którym mieszkał Pan Marek. Zaproponowano mu ochronę, a On swoim zwyczajem odpowiedział, że jej nie potrzebuje i poradzi sobie sam. Jak to się stało, że ten Człowiek pozostał wolny az do śmierci od nienawiści i pogardy?

 

* fragment wiersza K.I.Gałczyńskiego "Pieśń o żołnierzach z Westerplatte"

piątek, 27 lutego 2015

Do ostatniej kropli łez, potu czy krwi. Do ostatniego dnia i ostatniego tchnienia nie pozwoli się żyć Romanowi Polańskiemu jako człowiekowi. Tak, człowiekowi!

Żeby wszystko było jasne dla Szanownego Czytelnika - nie ma mojej zgody na to, że nie został ukarany za czyn, za który karę ponieść powinien! Że nie został ukarany s p r a w i e d l i w i e!

Ktoś, kto poniósł już moralną karę, a ją poniósł choćby za kilkadziesiąt lat życia w udręce - zatrzymają czy nie, aresztują czy nie. Przez trzydzieści kilka lat żyje jako ktoś, kto nie odpokutował prawnie i sprawiedliwie. Mam śmiałość przypuszczać, że jest to dla niego piętno z którym boryka się pewnie każdego dnia i będzie borykał się do ostatniego dnia. Nie poniósł kary! Jednak dla kogoś kto chce o czymś się dowiedzieć nie ma takiej przeszkody by tę wiedzę posiąść. Zadałam sobie trud dotarcia do dokumentów (jawnych) USA na temat sprawy i procesu przeciw reżyserowi. Co nieco pamiętam ze studiów prawniczych i było mi o tyle łatwiej rozumieć o co chodziło w procesie amerykańskim i ucieczce Polańskiego za granicę. Nie ma sensu teraz pisać do jakich iście nie sprawiedliwych przekrętów dochodziło i co osobiście założył sobie prokurator. A założył sobie zemstę za wszelką cenę i do ostatniego tchnienia. Co było tego przyczyną? Nie ma sensu by o tym rozprawiać. Dość na tym, że Polański przewidując jaki będzie przebieg jego sprawy zwyczajnie uciekł.

Chcę się skupić na moralnym aspekcie sprawy, a nie prawnym. W USA nie ma przedawnienia za czyn podobny, w Polsce jest i według prawa polskiego sprawa jest bezprzedmiotowa. Co zwycięży, czy kult dla USA, którego to kraju jesteśmy wiernymi poddanymi, czy może najzwyklejszy przepis prawny, który w Polsce jest jednoznaczny? Z ogromnym niesmakiem czytałam o 9. godzinnym przesłuchaniu reżysera. Co chciał prokurator przez to osiągnąć? Pokazać władcom z USA, ze potrafimy człowieka całkiem nieźle upokorzyć po raz kolejny? Przecież o sprawie sprzed trzydziestu kilku lat przedstawiciele polskiej sprawiedliwości wiedzą dostatecznie dużo. Czego jeszcze chcieli się dowiedzieć? Sam Polański powiedział, ze było to przesłuchanie "bolesne". Nad czym tu jeszcze debatować? Draństwem dla mnie jest przesunięcie do kwietnia wyroku na reżyserze! Co się musi wydarzyć do kwietnia? Czy przedstawiciele prawa muszą mieć tyle czasu by potwierdzić to co jest w polskim Kodeksie Karnym? To obrzydliwie żenujące przedstawienie. Tak jak gotowa jestem się założyć, że prezydent nie podpisze konwencji o przemocy, tak gotowa jestem się założyć, ze polski wymiar sprawiedliwości ugnie się przed dyktatem USA i po kilkudziesięciu latach reżyser zostanie wydany. Za kilka starych rakiet wartych złomu pokażemy całemu światu, że za nic mamy prawo obowiązujące w Polsce. Wniosku o ekstradycje nie podpisała Szwajcaria czy Francja, ale tu jest Polska!

Był odpowiedni czas, był odpowiedni czas na prawo i s p r a w i e d l i w o ś ć w USA. Był odpowiedni czas na to by reżyser odcierpiał w więzieniu i wyszedł z niego oczyszczony moralnie. Teraz ten czas już minął!

Czytam wręcz zamieniające krew w lód komentarze o "parszywym Żydzie", czytam w jakże bogobojnych, katolickich pismach komentarze pełne nienawiści i pogardy i już nie wierzę choćby w namiastkę jakiejkolwiek sprawiedliwości. Ten "parszywy Żyd" przeszedł jako dziecko drogę przez mękę w getcie krakowskim. Jest dzieckiem Zagłady, ale to też tylko przyczynek by mocniej i dotkliwiej uderzyć.

Czy słusznie robię zakładając się, że jedyny kraj, który może oddać swojego obywatela to Polska? Boje się, że mogę wygrać.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27