ministat liczniki.org a
Kategorie: Wszystkie | człowiek | historia | kościół | wojna
RSS
piątek, 20 lutego 2015

Mam już powyżej czubka głowy informacji o Ukrainie. "Serce Polaków dla Ukrainy" (prezydent). "Możliwa inwazja Rosji" (gen. Koziej). "Rocznica wydarzeń na Majdanie" (jakiś pismak). "Miliony euro od Polaków dla Ukrainy" - tak! To przesądza o moim zainteresowaniu co dzieje się w tym państwie. Na dziesięć informacji, siedem dotyczy Ukrainy. Ja mam tego zwyczajnie dość! Na dziesięć informacji nie ma ani jednej, która informuje o kondycji finansowej przeciętnego Polaka. Może zniosłabym jakoś spokojniej wszelkie informacje o Ukrainie gdyby nie sprawy finansowe. Przeczytałam informację GUS, stan na 29.10.2014, o sytuacji przeciętnego Polaka i włosy stanęły mi dęba. Poniżej poziomu egzystencji żyje 2,8 mln Polaków. Zagrożonych skrajnym ubóstwem jest 6,5 mln. Fachowcy przeliczają na miesięczny dochód owo ubóstwo. Poza tym oni wiedzą co kryje się za stwierdzeniem - skrajne ubóstwo. Ja mogę tylko się domyślać co oznacza na zdrowy rozum, być poniżej poziomu egzystencji. Egzystencja to po prostu życie! Czyli życie 2,8 mln Polaków jest zagrożone!!! Jakiś cymbał, że nie wyrażę się dosadniej stwierdza z dumą, że jesteśmy państwem o niesłychanym rozwoju gospodarczym, bo PKB jest wysoki! Możemy być dumni z tego powodu! Ja chcę zapytać tego cymbała jakie przełożenie ma PKB na te 2,8 mln?! To nie "menele", to nie roszczeniowcy, którzy nic nie robią tylko żądają, to zwyczajne polskie rodziny.

Na kilka miesięcy przed wyborami prezydent mojego kraju zapewnia Ukrainę o sercu Polaków dla niej! Czy pan prezydent zdaje sobie sprawę jak żyją Polacy, jak żyje ponad 9 mln rodaków? To straszna liczba i aż trudno w nią uwierzyć, ale do licha tak niekorzystnych wyników nie przedstawiłby urząd państwowy. Jesteśmy tak niezwykle bogaci, że możemy przekazać Ukrainie miliony euro dla ratowania ich gospodarki. Ja się pytam, co z Polską do cholery?! Czy te miliony żyjących w ubóstwie się nie liczą dla prezydenta? Zastaw się, a postaw się dla Ukrainy! Do diabła! Czemu nie, bogate społeczeństwa stać na pomoc, ale my mamy swoją biedę i rodaków, którym trzeba pomóc. Nie będę wnikać w finanse państwa i rozdzielnictwo bo się na tym kompletnie nie znam, ale te liczby krzyczą. Czy moralne jest kupienie butów obcemu gdy własne dziecko chodzi boso? Niech pan Poroszenko skrzyknie kilku kolegów miliarderów oligarchów i nie zasponsoruje swój własny kraj. Dlaczego to Polska ma być tym dobrym wujaszkiem, z kieszeni ludzi żyjących poniżej poziomu egzystencji?! Ja nie przyłączę się do głosu oburzonych na Węgry i prezydenta Orbana, ja mogę tylko stwierdzić, że ten pan dba o swój własny kraj i nie obchodzi go opinia publiczna. On nie zachowuje się jak przegrany romantyk, on działa dla dobra narodu i to mi się podoba. Dla niego najważniejsze jest to, by jego dzieci nie chodziły boso. Dlaczego u nas ma być odwrotnie? Kosztem własnego społeczeństwa nasi politycy zrobią wszystko by się podobać. Komu?! To nie UE czy USA dokonają wyboru w maju, a później na jesieni. To nie pan Poroszenko wrzuci głos do urny, zrobią to ci, którzy żyją w skrajnym ubóstwie

środa, 18 lutego 2015

"58% dorosłych Polaków nie przeczytało ani jednej książki czy tekstu pisanego w 2014r." Wynika to z badań któregoś z biur zajmujących się badaniami statystycznymi. To wynik alarmujący! Może ja trochę tę statystykę poprawię czytając od 3 - 5 książek miesięcznie, że o artykułach, esejach czy wywiadach nie wspomnę. Czytanie sprawia mi autentyczną radość, bo pozwala rozszerzać moją wiedzę i zdobywać nowe informacje. Czytam więc blogi, aktywnie uczestniczę w wymianie poglądów na forach historycznych (historia najnowsza to moja pasja). Czytam znakomite wypowiedzi i uwagi dużej rzeszy ludzi, którym nie jest obojętne draństwo, bezprawie i upadek obyczajów w polityce, kościele, dziennikarstwie, służbie zdrowia itp. Jakże cenne uwagi i wskazówki pojawiają się na blogach! Gdy czytam ogarnia mnie zdumienie i gniew, że właściwie piszemy "do szuflady". Piszemy o tym co nas boli, na co nie ma naszej zgody, jednocześnie poza nami nikogo to nie obchodzi. We własnym towarzystwie wymieniamy poglądy i co z tego?! Żadnego unurzanego w szambie polityka to nie obchodzi. Dlaczego nie możemy przebić się do szerokiego społeczeństwa? Dlaczego nie powiemy głośno - DOŚĆ TEGO! Górnicy mają kilofy i siłę oraz szantaż. Rolnicy mają wypasione maszyny rolnicze, siłę i szantaż. Lekarze mają przede wszystkim szantaż i to najcięższego kalibru - nasze życie. Szantażem można ugrać wszystko dla jakiejś grupy społecznej. Szantażujący wiedzą, że prędzej czy później rządzący muszą się ugiąć, bo gdy zabraknie dostaw, zabraknie tego czy owego, gniew społeczeństwa obróci się nie przeciw nim, ale przeciw JAKIEJKOLWIEK grupie rządzącej. SIŁA! To jest to! Nie argumenty, nie próba negocjacji, nie ugoda, ale właśnie siła. Kto zorganizuje emerytów często ciężko chorych, nie mających sił do oporu i szantażu? Nikt! Czym emeryt może zaszantażować JAKIKOLWIEK rząd? Co my możemy zrobić piórem, w tym przypadku klawiaturą? Możemy bardzo dużo, bo pióro to czasem broń potężniejsza od bomby. Mamy aż zanadto przykładów w codziennym życiu. Piórem można zniszczyć człowieka lub zrobić z niego bóstwo. Piórem można także obalać rządy.

Dziś już nikt w pojedynkę nie wygra, dziś by wygrać cokolwiek, trzeba być dobrze zorganizowaną grupą ludzi, którzy upomną się o podstawowy szacunek dla każdej jednostki ludzkiej. SIŁA I PIENIĄDZE to doskonałe zestawienie.

Takie naszły mnie refleksje wobec świetnie pisanych tekstów i wynikających z nich wniosków. Tylko kto nas słucha bądź czyta z tych, którzy w naszym imieniu rządzą krajem?

Jestem gotowa założyć się o dużo, twierdząc, że na kilka miesięcy przed wyborami, obecny prezydent NIE PODPISZE konwencji o przemocy. Nie podpisze, bo stanąłby wobec zmasowanej wrogości kleru, a on przecież składa bardzo głęboki ukłon wobec biskupa, kardynała nie mówiąc o papieżu. Nie skłania tak nisko głowy wobec swojego narodu. Czy kler ma siłę i pieniądze? Ależ ma! Ma też rząd dusz. Czy list napisany do papieża Franciszka przez prof. Jana Hartmana cokolwiek zmieni? Nie wierzę, ale to już dobry początek by coś zaczęło się zmieniać, byśmy zaczęli być CZYTANI, nawet jeśli czyta tylko 42% Polaków.

Tagi: siła
19:49, cheronea , człowiek
Link Komentarze (7) »
wtorek, 17 lutego 2015
(...) "Gdy się triumwirat wspólnie brał
za świata historyczne kształty.
Wiadomo kto Cezara grał
I tak rozumieć trzeba Jałtę."
(...)                                                                     "Jałta" Jacek Kaczmarski
 

Niezwykle rzadko piszę o polityce dziejącej się współcześnie, bo ona mnie zwyczajnie mierzi. Tym razem jednak do jej napisania był impuls związany ze słuchaniem wydanej pośmiertnie płyty z wybranymi utworami Jacka Kaczmarskiego. Słuchałam tej "Jałty" i olśniła mnie myśl, ze znów dzieje się to samo. Jakieś deja vu. To już było i dzieje się ponownie.

Triumwiratów było w historii świata co najmniej kilkanaście. W swojej balladzie Kaczmarski nawiązuje do tzw. triumwiratu 1, który składał się z Pompejusza, Cezara i Krassusa. Triumwirat to szczególny rodzaj dyktatury gdzie dyktatorów dzielących władzę jest trzech, a nie jeden. "Kto Cezara grał..." Grać go mógł tylko Stalin. Gdy zostali wyeliminowani Pompejusz i Krassus, władzę dyktatorską objął Cezar, teraz już rządził sam. Stalin fizycznie nie wyeliminował premiera W.B. i prezydenta USA, ale to on narzucał i skutecznie narzucił (bez specjalnych oporów ze strony obu panów) swoje przyszłe wizje świata. Zawsze gdy wracam do literatury tamtych czasów, czuję ten sam gniew i on się nie zmienia. Także w Jałcie Polska nie miała nic do powiedzenia, bo byli silniejsi i liczyli się tylko ze Stalinem. Ile to już razy w naszej historii wielkie rzeczy, dotyczące nas (Polski) działy się za naszymi plecami i bez naszego udziału. Za nas, bez nas decydowano o naszym losie. Nie będę teraz snuć filozoficznych wywodów dlaczego byliśmy sprzedawani, kupowani, przehandlowywani i potępiani. Nie będę snuć rozważań dlaczego każdy zryw wolnościowy kończył się klęską. Dlaczego byliśmy często popychadłem Europy. "Jedyne co naprawdę umiemy to najpiękniej na świecie przegrywać" jak śpiewał P. Gintrowski. Historycy wspólnie z filozofami już stawiali tezy, hipotezy, teorie, dowody etc., że to nasza cecha narodowa, podświadome wybieranie sprawy skazanej na klęskę. Według mnie to wszystko bzdury. Według mnie tylko naprawdę silni mogą stawiać warunki. Dlaczego ciągle byliśmy za słabi? Przy każdym kolejnym rozbiorze Polski był triumwirat, zawsze była Rosja obecna. Zadam pytanie i proszę o uczciwą odpowiedź. Czy dziś NAPRAWDĘ ktoś się z nami liczy? Abstrahuję od wewnętrznych konfliktów, czy jesteśmy traktowani jak równorzędni partnerzy na arenie międzynarodowej? Wydaje mi się, że to tylko nasze megalomańskie życzenie.

Kolejny triumwirat spotkał się w Mińsku i choć pobłażliwie i protekcjonalnie jesteśmy poklepywani po ramieniu, nikomu nie wpadło do głowy by zaprosić Polskę jako najbliższego sąsiada do rokowań w sprawie Ukrainy. Są silniejsi od nas. Tym razem to Francja, Niemcy i oczywiście Rosja, która jak zwykle uzyskuje dla siebie to co chce uzyskać. Gdzieś przeczytałam, że to Rosja jest największym wygranym, bo Europa się jej po prostu boi. Śmieszne są ciągle te same tytuły, że to już gospodarczo, militarnie i finansowo trup. Jeśli trup to dlaczego zachodni partnerzy temu trupowi ulegają? Nie będę dalej snuć swoich rozważań, bo kompletnie nie znam się na polityce, a może właśnie się znam i wiem, że będzie jak zawsze. To my jesteśmy i pewnie będziemy ciągle gdzie daleko i "znów dzięki nam na drugi przeszli brzeg, bo ludzka pamięć złudna bywa przecież. Przelana krew i zeszłoroczny śnieg jednaką cenę mają na tym świecie. My zaś jak zwykle osłaniamy tyły" - wyśpiewał P. Gintrowski. Nie dodał tylko, że to tyły obcych wojsk, a nie nasze.

czwartek, 12 lutego 2015

Sama sobie narzuciłam trudne zadanie? Zastanawiam się czy uczciwość jest w tym przypadku trudnym zadaniem. Generalnie z moją uczciwością bywa różnie. Jestem człowiekiem, a więc mam wady i zalety, i czasem ta uczciwość...

Jestem, jak to określam, racjonalną ateistką czyli opieram swoje wartości moralne na Dekalogu od czwartego przykazania. Myślę, że ateista zgodzi się ze mną, że począwszy od czwartego przykazania każde następne jest zgodne z moralnym postępowaniem każdego człowieka. Szanuję każdą wiarę o ile nie polega na krzywdzeniu inaczej myślącego. Tu panuje całkowicie wolna amerykanka. "Nie jesteś ze mną czyli jesteś przeciw mnie". Ja tego nie uznaję. Wszyscy ludzie mają niezbywalne prawo do wiary w cokolwiek lub kogokolwiek o ile nie krzywdzą innych ludzi. Tu zaczyna się mój problem.

Impulsem do tej notki i przemyśleń o uczciwości była informacja o "odblokowaniu" procesu beatyfikacyjnego abp. Oskara Arnulfo Romero, zamordowanego przez ludzi junty wojskowej w Salwadorze, w roku 1980. Jakby tego było mało, abp został zamordowany podczas sprawowania mszy św. Proces na szczeblu diecezjalnym odbył się w latach 1993-1997. Później sprawa utknęła w Kongregacji ds Kanonizacyjnych, w Watykanie. W tych latach papieżem był Jan Paweł II  czyli Karol Wojtyła. Przejrzałam całe tony dostępnej dokumentacji i jak to zwykle bywa znalazłam zaciekłych obrońców papieża jak również zaciekłych przeciwników oraz ich opinie. To żadne odkrycie, że JP II był właściwie fanatycznym przeciwnikiem, jak zostało to ujęte, wszelkiej maści marksistów i generalnie ludzi lewicy. Podobnie jak Pius XII, widział zagrożenie dla świata nie w faszyzmie, nazizmie czy innych izmach, ale właśnie w komunizmie. Jak to się miało do spotkania z Fidelem Castro czy niesławnej pamięci Pinochetem? Dobrze się miało! Jeden i drugi to dyktator, a że ten pierwszy to dyktator komunistyczny?  To bez znaczenia. Uczciwie sprawę stawiając, okaże się, że Romero - przyjaciel i obrońca ludzi krzywdzonych (żadnym marksistą nie był) przez krwawą juntę, nie był w łaskach papieża. Zwalczając obsesyjnie "teologię wyzwolenia", siłą rzeczy papież pozwolił by proces kanoniczny tego wspaniałego człowieka zawisł w próżni. Podobnie postąpił kolejny papież Benedykt XVI. Obaj papieże byli ekstra konserwatystami. Dopiero Franciszek znający realia dyktatury przyspieszył proces beatyfikacyjny abp. Romero.

Co to wszystko ma wspólnego z moją uczciwością? Bardzo dużo! Usiłowałam znaleźć usprawiedliwienie jeśli chodzi o wstrzymanie procesu kanonicznego abp Romero. Usiłowałam znaleźć usprawiedliwienie jeśli chodzi o kolejnego zbrodniarza - Marciala Maciela. Usiłowałam znaleźć usprawiedliwienie dla słów papieża Wojtyły, które wygłosił w 500. rocznicę postawienia nogi na kontynencie amerykańskim - Krzysztofa Kolumba. Słowa te brzmiały mniej więcej tak: "Proszę o wybaczenie... itp. Dopiero Navarro Waltz wyprowadził mnie z błędu tłumacząc dziennikarzom, że "papież nie prosił o wybaczenie poszczególnych grup społecznych, w tym Indian, papież prosił o wybaczenie Boga".

Istnieją w słowniku kościelnym także "grzechy wołające o pomstę do Nieba". To kolejny katalog obok Dekalogu czy siedmiu grzechów głównych. To chyba wg tego czego naucza Kościół najstraszniejsze czyny jakie człowiek może sobie wyobrazić, tylko czy "słudzy Boży" w to wierzą?

 

* tytuł także zapożyczony z książki, ale wydaje mi się adekwatny do moich  przemyśleń

środa, 04 lutego 2015

"(...) świadkowie mówią jednoznacznie w Oświęcimiu nie było żydów" [pisownia oryginalna]

"To co jest sprzeczne z wolą Boga, nie jest prawem, jest bezprawiem i nie może tego zmienić żaden rodem z PRL czy brukselski edykt. Kto twierdzi, że Boga nie ma (...) jest nie tylko bezbożnikiem, ale i pożałowania godną kreaturą i barbarzyńcą odrzucającym w szaleńczym amoku własną kulturę"

Nie wiem czy mam prawo podać imię i nazwisko osób, które napisały te stwierdzenia, do tego publicznie. Nie jestem psychicznie przygotowana na jakiś proces odnośnie obrazy religijnej, bo osoby te jak najbardziej znajdują się w strefie kościelnej. Nie posiadam odpowiedniej odporności i mam coraz mniej ochoty na walkę skazaną z góry na przegraną. Moja nadzieja już umarła, a we wskrzeszenie nie wierzę. Gdzieś tam w zakamarkach duszy miałam tę nadzieję. Nadzieję na to, że przecież PRAWDA musi w końcu przebić się przez duszącą i obezwładniającą czarną i gęstą noc bez świtu. Nic z tego! Kiedyś naiwność musi ustąpić bezwzględnej rzeczywistości, a ona jest właśnie bezwzględna. Z nieprawdopodobnym zdumieniem przeczytałam dziś wzięcie w obronę "skrzywdzonego" przez "wiadome" siły abp. Stanisława Wielgusa, wieloletniego współpracownika SB. Broni go oczywiście konfrater. Nie mam pojęcia dlaczego dziś (może jakaś rocznica?) i dlaczego jak zwykle w jakiś szatański sposób trafiam na truciznę szukając czegoś zupełnie innego. Może nie wszyscy Czytelnicy pamiętają, że Wielgus dosłownie na chwilę przed ingresem jako prymas Polski przyznał się do współpracy ze służbami specjalnymi. Pamiętam ten moment z telewizji. Śmiertelnie blady abp przed tłumem, kamerami, innymi purpuratami przyznał się do współpracy w archikatedrze (ówcześnie tzn. w 2007r.) św. Jana w Warszawie. Nie doszło do najgorszego czyli w ostatniej chwili zrezygnował z bycia prymasem Polski. Cóż to się wtedy działo! Lewa, prawa, kościelna strona państwa (łącznie z prezydentem L. Kaczyńskim) potępiły tego człowieka.

Z niedowierzaniem czytam dziś, że "wiadome siły" szantażowały (!) prezydenta Kaczyńskiego by zachował się tak jak się zachował. Ten klecha rzuca oskarżenia na nuncjusza J. Kowalczyka, że wpisał się w nagonkę na wspaniałego i kryształowego abp. Ten klecha oskarża swoich współbraci, że brali udział w "podłej" kampanii mającej na celu zdyskredytowanie niewinnego (!) S. Wielgusa.

Komunikat Kościelnej Komisji Historycznej z dnia 5.01.2007:

"Komisja stwierdza, że istnieją liczne, istotne dokumenty (IPN) potwierdzające gotowość świadczenia i tajnej współpracy ks. Stanisława Wielgusa z organami bezpieczeństwa PRL. Z dokumentów wynika również, że została ona podjęta (...) . (Całość komunikatu jest dostępna na stronie Episkopatu Polski.)

To nie "lewacy" to nie przeciwnicy Kościoła matki naszej jedynej, to KOŚCIELNA KOMISJA wypowiedziała sie oficjalnie i dalej:

Homilia abp. Wielgusa z 1.05.2007 (fragment) ekai.pl:

"Skrzywdziłem go [Kościół] ponownie kiedy w ostatnich dniach (...) zaprzeczyłem faktom tej współpracy".

Oto dziś sprawa wraca i z całą mocą zakłamanego w tej sprawie kleru próbuje usprawiedliwić się człowieka, który sam się do współpracy przyznał!

Czy istnieją granice fałszu i zakłamania ludzi, którzy twierdzą, że są uczniami Jezusa z Nazaretu? Wielokrotnie pisałam, ze ludzie ci wierzą co najwyżej w doczesne dobra i wszelkiego rodzaju uciechy, a nie w wyimaginowanego Boga! Gdyby klecha oskarżający dziś wszystkich o skrzywdzenie "niewinnego kapłana" bał się naprawdę gniewu Bożego, nigdy nie wpadł by na pomysł by go bronić!

Napisałam na początku, że moja nadzieja już umarła i tak jest w istocie. Przypomniał mi się swoisty "targ" Abrahama z Bogiem o ocalenie Sodomy i Gomory. "Jeśli będzie stu sprawiedliwych - nie ukarzesz miast? - Nie ukarzę! Jeśli będzie 90, 80, 70, 60...itd. - nie ukarzesz? - Nie ukarzę! Wreszcie Abraham pyta - jeśli będzie tylko 10? - Także nie ukarzę!

Jaki był los obu miast? Nie znalazło się nawet 10 sprawiedliwych ludzi! Jak jest dziś? Pytanie bez odpowiedzi i tylko coraz bardziej gorzko, bo nie odczuwam gniewu, odczuwam śmierć nadziei.

niedziela, 01 lutego 2015

"Upadek Putina!" "Rosja na dnie!" "Dramatyczny spadek gospodarczy Rosji!" "Rosja się nie podniesie!" "Kolejne sankcje załamią Rosję!". I tak dalej.

Uczciwy obiektywizm wobec przeciwnika ideowego jest wyjątkowo gorzki, ale uczciwość moralna to uczciwość i nie ma nic pośredniego. Jestem uczciwa lub nie! Po przeczytaniu wywiadu udzielonego przez Pana Gontarczyka (IPN) trzeba było zająć jakieś stanowisko. Ocena wywiadu przez czytelników wyglądała tak: 50/50 czyli tyleż samo przeciwników co zwolenników tez wygłoszonych przez tego Pana. Teraz przyszedł czas na moją uczciwość. Nie cierpię poglądów Pana Gontarczyka i jemu podobnych, ale z wywiadem zgodziłam się w 90%. Co teraz? Na którą stronę przechylić wynik? Nie zastanawiałam się długo i przechyliłam wynik na stronę zwolenników (chodzi tylko o ten jeden wywiad). Tak mi nakazało sumienie. Przeciwnik polityczny czy ideowy - to bez znaczenie jeśli zgadzam się z nim w jakiejś kwestii. Taka uczciwość wymaga ode mnie prawdziwego samozaparcia. Jakże łatwo jestem w stanie ferować swoje wyroki wobec takiego przeciwnika, z którym się nie zgadzam, ale z drugiej strony, czym będę różnić się od jakiejś kanalii, która gotowa jest zmienić fakty?

Ten przydługi wstęp prowadzi do pismaków, o których wielokrotnie już pisałam, że różnią się od prawdziwych dziennikarzy wszystkim! Żaden z pismaków piszących tytuły i czerpiących chorą radość z wymienionych przeze mnie rosyjskich "upadków" nie zastanawia się co może się stać gdy tak upragniony przez nich upadek Rosji nastąpi. Małe dziecko jest w stanie wyobrazić sobie jakie efekty przyniesie przewrócenie stołeczka, a jakie przewrócenie ciężkiej, wielkiej szafy. Rosja jest taką szafą. Przewrócenie jej to gwarantowane zdemolowanie pomieszczenia i sprzętów, które się tam znajdą. Czy żaden z tych (...) nie zdaje sobie sprawy co stanie się gdy ten kolos runie? Jego upadek zmiecie wszystko to co jest wokół. Kto będzie podnosił Rosję? Jakie siły dojdą do władzy gdy już pismaki zmiotą Putina? Czy do władzy dojdą twardogłowi, Żyrinowski i jemu podobni? Czy ten olbrzymi kraj nie pogrzebie i upadając nie zniszczy 3/4 Europy? Nikt nie ma pojęcia, a już najmniej niedouczone pismaki czy nowe władze zechcą wojny totalnej czy może tylko spalenia wszystkiego wokół? Z jakąż rozkoszą głupcy czekają na to "wielkie święto". Znane, stare powiedzenie mówi, że znany wróg jest stokroć lepszy od nieznanego przyjaciela. Posunięcia starego wroga można przewidzieć, nieznanego "przyjaciela" ani w ząb.

Przypomniałam sobie "artykuł", który ukazał się natychmiast obok 70. rocznicy wyzwolenia obozu straszliwej zagłady. Autor nie byłby sobą gdyby obok tej wiekopomnej rocznicy nie "przypomniał" o zapomnianej zbrodni Stalina. Tak, trzeba konieczne zrównoważyć udział Armii Czerwonej w wyzwoleniu Auschwitz czy Majdanka przypominając o zbrodniach Stalina. Tu pismak przeholował nieprawdopodobnie, bo napisał, że Stalin i jego pomocnicy w zbrodni wymordowali w latach 1937 - 1944 "ok. 100 mln Polaków". Szanowny Czytelniku to nie pomyłka. Czytając o tych liczbach kilkakrotnie wracałam do początku artykułu i bardzo powoli czytałam treść by nie przeoczyć czegoś z czego wynikała ta ilość zamordowanych Polaków. Myślałam, że chodzi o 10 mln (to także surrealistyczna liczba), ale nie. Ona powtarzała się kilka razy.

Ot taka sobie refleksja nad tym jak straszliwą i groźną bronią jest klawiatura w rękach niedouczonych, a może właśnie bardzo świadomych tego o czym piszą, zwykłych szubrawców. Jednocześnie smutna refleksja, że żaden z czytelników, a komentarzy było kilkadziesiąt, nie spróbował się zastanowić nad tym o czym czyta.

Tak, powstała nowa nacja, mianowicie: naziści. Gdzie mieszkają? Gdzie ich ojczyzna? Gdzie ich stolica? To jakieś nowe państwo? Nawet prezydent B. Komorowski w swoim przemówieniu w miejscu niewyobrażalnego męczeństwa ludzi, nawet on odwoływał się do "nazistów". Nie do Niemców, do nazistów, którzy pochodzą zapewne z innej galaktyki.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27