ministat liczniki.org a
Kategorie: Wszystkie | człowiek | historia | kościół | wojna
RSS
wtorek, 13 stycznia 2015

Owszem, gniew ciągle się we mnie rozpala, ale teraz już nie pozwalam by zawładnął także moim rozumem. Czekam trochę aż przybierze formy rozsądnego myślenia, wtedy z dystansem, mogę już spokojnie spojrzeć na to co gniew wywołało. Teraz także odczekałam i zaznajomiłam się z materiałami tak na wszelki wypadek. Przeglądanie materiałów przywołuje spokój i rozsądne spojrzenie.

Co tym razem wywołało gniew we mnie? Przeczytałam, że w 70. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz, nie będzie prezydenta Rosji w tym miejscu. Przeczytałam całkiem idiotyczne uwagi na ten temat i szlag mnie trafił gdy sławetna Fronda wyjątkowo cynicznie i w drański sposób skomentowała wyzwolenie obozu - "czerwonoarmiejcy nie dają zapomnieć o sobie". Już nie zadaję sobie pytania kto to pisze, bo to bez sensu. Publicznie nie będę używać słów nie mieszczących się w słowniku kulturalnych ludzi, ale w myślach...? Pofolgowałam sobie koncertowo.

Przede wszystkim dowiedziałam się, że rzecznik Kremla nie potwierdził zaproszenia prezydenta Putina. Ważniejszy jest w tej chwili prezydent Ukrainy. Gdzieś tam jeszcze przeczytałam, że Polska nie chce rozdźwięku (!!!) w stosunkach z Ukrainą. Do diabła! Tak jak napisałam, że nie da się wymazać powiązań z kulturą żydowską, tak nie da się wymazać tego, że to Rosjanie obóz wyzwolili, nie wchodzę w to co nam przynieśli, mnie interesują fakty. Przecierałam oczy ze zdumienia gdy czytałam o prezydencie Poroszenko i o tym jaką to "ucztę" zaserwowali potomkowie Bandery (np. tort w kształcie dziecka i krojenie tego tortu). Dlaczego w poddańczy i haniebny sposób rząd Polski czci Ukrainę? Czy za Wołyń, "udział" po stronie morderczych hitlerowców, za udział w szeregach niemieckich morderców (strażnicy, kapo, oddziały do zadań specjalnych) dziś ważniejszy jest Poroszenko? Proszę mnie dobrze zrozumieć. Nie opowiadam się po żadnej ze stron, staram się być neutralna i ta neutralność powoduje, że mam ochotę zawyć o pomstę do przysłowiowego nieba!

Przeczytałam w "Czy to jest człowiek" Primo Leviego (także we wspomnieniach innych ocalonych), że widok trzech młodych kobiet na koniach, z czerwoną gwiazdą na papachach, był najwspanialszym widokiem jakiego już nigdy nie przeżyli. Skrajnie wyczerpani i umierający ludzie, którzy zostali jeszcze przy życiu po wyjściu "marszów śmierci" błogosławili tę chwilę już na zawsze w swoim życiu. Te kobiety (zwiad) przynosiły WOLNOŚĆ. To były Rosjanki! P. Levi opisuje, że w oczach kobiet dostrzegł skrajną grozę i niedowierzanie. Natychmiast zorganizowano szpital i wszelką pomoc dla pozostałych przy życiu. Wspomnienia lekarzy i sanitariuszy są przerażające. Dopiero wtedy uwierzono, że piekło istnieje, bo z nim się znaleźli. 

Nie da się zmienić faktów, że to właśnie "czerwonoarmiejcy" pierwsi zanieśli pomoc tym ludziom. Mogą sobie pisać do woli podłe kanalie, nie zmienią żadnej sekundy życia wyzwolonych ludzi.

Dziś rząd mojego kraju, mojej Ojczyzny udaje, że...? Właśnie, co udaje? Udaje, że prezydent kraju, który pierwszy otworzył bramy piekła nie zasługuje na to by być na takiej wielkiej uroczystości? Czy to kolejne "sankcje"? W notce tej nie wypowiadam się o tym jaki jest prezydent Rosji. W tej notce daję wyraz mojego gniewu nad manipulowaniem historią. W tej notce daję wyraz dezaprobaty nad "zasługami" prezydenta Ukrainy. Francuzów było stać na zaproszenie Władimira Putina w rocznicę lądowania w Normandii. Polskiego rządu nie stać na powiedzenie głośno: "tak, nie zgadzamy się z prezydentem Rosji, tak, pochwalamy/potępiamy (jak kto woli) tego czy owego, ale przyznajemy, że ma pan moralne prawo być w Auschwitz w imieniu narodu".

Przestaję rozumieć to co się dzieje. Przestaję wierzyć w normalność i uczciwość. Jak widać, nawet wyzwolenie z piekła nie daje gwarancji na uznanie FAKTU.

 

* tytuł zapożyczyłam od Giorgio Agambena - włoskiego filozofa, który napisał  m.in. książkę o takim tytule.

 

Drodzy Komentatorzy, obiecuję odnieść się w przyszłości do każdego komentarza. Proszę jednocześnie o wybaczenie, że nie zrobiłam tego przy poprzedniej notce. Mam wrażenie, że czas zawrotnie się kurczy i stanowczo potrzebuję doby co najmniej 30. godzinnej.

poniedziałek, 05 stycznia 2015

Przygotowując się do notki o jednym z wielkich (!!!) świętych (niech imię jego przepadnie!) Kościoła katolickiego, który jako inkwizytor i nie tylko, zamordował kilkudziesięciu czy też kilkuset Żydów i innowierców, musiałam trafić na strony historyczne. Tam mocno zainteresował mnie wywiad z Konstantym Gebertem, przedstawicielem Fundacji Pamięć i Przyszłość. Wywiad traktuje o pomniku dla Sprawiedliwych Polaków na terenie dawnego getta warszawskiego.

Gniewu nie kontroluję i nie mam zamiaru kontrolować...!

Gniew to zły doradca, ale ja pozwalam mu mną zawładnąć! Nie mam zamiaru go kontrolować! Gdy znalazłam się w lawinie draństwa wręcz nieprawdopodobnego, zachowam się tak samo, tyle tylko, że kulturalniej. Wydawać by się mogło, że na forum czysto historycznym znajdą się ludzie zainteresowani historią, a nie pospolite bydło! Jednak nie! Tam wylewają swoje niedowartościowanie frustraci o najniższych instynktach. Żaden z tych ... nie przeczytał dokładnie treści wywiadu, a tam stoi jak byk, ze pomnik ten jest finansowany WYŁĄCZNIE przez Żydów i koszt wyniesie 800 tys $. Zabrały głos szumowiny oskarżające państwo polskie o "Finansowanie WSZAWYCH Żydów". Zalała mnie przysłowiowa krew, poczułam szum w uszach i serce zaczęło bić trochę nierówno. Organizm jak widać dał znać, że rozumie mój gniew i ostrzega. Gniew nie sparaliżował mnie zupełnie bo czytając o tym, że Polska wydała MILIARDY na Muzeum Żydów Polski POLIN, swoim zwyczajem zaznajomiłam się z wydatkami i kto je poniósł. Przeczytałam, że 145 mln zł pochodzi od 500 darczyńców z całego świata. Przeczytałam, że największym darczyńcą jest Jan Kluczyk (20 mln zł). Przeczytałam, że 90 mln zł pochodzi od Min. Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Przeczytałam, że Prezydent Bronisław Komorowski przyjął 5 największych darczyńców. Przeczytałam dużo więcej.

Co się dzieje z ludźmi?! Nie przeszkadzają im miliony wydane na świątynię opatrzności bożej, nie przeszkadza im finansowania radia ks. Rydzyka. Przeszkadza im (zgodnie z miłością bliźniego) częściowe finansowanie innego dziedzictwa narodowego.

Co by do cholery nie myśleli, pisali i mówili ci "wzorowi" Polacy, kultura Żydów spleciona była z kulturą Polski przez setki lat! Żadna kanalia tego nie zmieni!

Najmocniej szarpnął mną fakt napisania przez jednego z komentatorów "kłamstwa oświęcimskiego", że "gdyby zliczyć śmierć Żydów w przeciągu kilkuset lat, I wojnę oraz II wojnę to m o ż e  uzbiera się kilka milionów, ale sześć?!" Tak to drań z wyprostowanymi zwojami mózgowymi pisze o Holokauście! Gdybyś to ty łobuzie stracił całą rodzinę i był ścigany jak zwierzę, napisałbyś inaczej?! Gdybyś to ty, marny człowieku siedzący wygodnie przed komputerem, w cieple i krytykujący wszystko i wszystkich znalazł się po "drugiej stronie", o czym byś myślał, co czuł? Gdyby to dziś ktoś taki jak ty napisał, że "jesteś wszawy", co byś zrobił?

Tak właśnie ogarnął mnie gniew i diabli wzięli moją notkę o św. Janie Kapistranie, i dobrze! Już do tej notki nie wrócę, niech przepadnie. Szkoda mojego czasu na człowieka, w którym żyła wściekła nienawiść i fanatyzm, w którym nie było śladu miłosierdzia, dobra, wyrozumiałości i tego wszystkiego o czym nauczał Jezus z Nazaretu, a którego "naśladował" ów święty wcale nieświęty.


sobota, 20 grudnia 2014

Noga boli, ale wyjść trzeba by jeść. Gdy już wracałam kuśtykając, bez trudu dogonił mnie sąsiad. - Siądźmy sobie na chwilkę, noga pani odpocznie, a i ja też. Pogoda była piękna, temperatura +13 stopni, czemu nie, można na chwilę usiąść na ławce. Wymieniliśmy kilka uprzejmych słów i się zaczęło. - Oglądała pani? - Nie mam telewizora. - No tak, zapomniałem. Zainteresowałam się co też było warte oglądania. - Jak to co, obrady Sejmu! - Nawet gdybym miała telewizję, z pewnością tego bym nie oglądała. - No to pani nic nie wie? Zaraz nic, trochę wiem, ale pozwoliłam by sąsiad, który aż się palił by zdać mi relację, opowiedział mi co nieco. Dowiedziałam się, oj dowiedziałam! Mianowicie, cały polski rząd to Żydzi. Światem rządzą Żydzi. Komorowski - Żyd, Kaczyński - Żyd, Wojtyła - Żyd, prof. Brzeziński - Żyd. Żydzi są wszędzie tylko ukrywają się. Złość mnie ogarnęła i zapytałam czy prezydent Obama także jest Żydem. Ku mojemu niebotycznemu zdziwieniu sąsiad nie zawahał się ani sekundy - Obama też jest Żydem bo miał matkę Żydówkę, a ojca czarnego. Tak właśnie powiedział - czarnego. Żydzi są właścicielami WSZYSTKIEGO i trzeba ich jakoś zniszczyć, ba, ale jak?. Zaczęłam z drugiej strony i spytałam czy księża to też sami Żydzi? Odpowiedział, że właściwie to tak oprócz księdza Rydzyka. Już wiedziałam jakie poglądy ma sąsiad zazwyczaj miły, uprzejmy, serdeczny. Czy ta serdeczność jest na pokaz? Czy on uważa, że tak właśnie jest i nic już nas nie uratuje od potopu żydowskiego? Zapytałam co osobiście złego zrobili mu Żydzi. Po dłuższej tyradzie dowiedziałam się, że ciotka sąsiada była bardzo biedna i przed wojną dostawała czasem ubrania i jedzenie od właścicielki sklepu - Żydówki. A więc to tak?

*************

Z dumą i wzruszeniem przeczytałam, ze film "Ida" pokonał kilkadziesiąt innych i znalazł się w wybranej dziewiątce. Każdy z tych filmów będzie walczył o Oskara wśród filmów nie anglojęzycznych. Z dumą bo film już został nagrodzony prestiżowymi europejskimi nagrodami, a film ten pochodzi z Polski, mojego kraju, mojej ojczyzny. Oczywiście zalogowałam się na forum dyskusyjnym i natychmiast wzruszenie i duma zamieniły się w niedowierzanie, że naprawdę czytam to co widzę. Głosy skrajnie antysemickie, nie zostawiły na filmie przysłowiowej suchej nitki. Rynsztok słowny, pełen pogardy i nienawiści. Zamiast dumy przeczytałam o czymś co nie mieści się w głowie. 99% procent komentujących zmieszało film z błotem, żeby tylko film! Przeczytałam, ze film jest antypolski, że reżysera powinno się powiesić, a Żydzi "do gazu", "precz z Żydami", "Hitler nie dokończył dzieła" (tak, takie padły słowa). Jeden jedyny komentator zapytał przytomnie kto na tym forum film OBEJRZAŁ. Komentator ten został oblany szambem nienawiści. Czy to było polskie forum? Czy pisali Polacy?

**************

Po przeczytaniu słów "precz z Żydami" stanęły mi przed oczami wszystkie fakty, które poznałam, a które dotyczą "pogromu kieleckiego". Zachowanie milicji, służb UB i Kościoła. Wszystkie te zachowania wołają o przysłowiową pomstę do nieba! W pogromie zginęło 37 Żydów i 3 Polaków (omyłkowo zastrzelonych przez milicję). Nie będę opisywać skandalicznego zachowania służb, które miały stać na straży porządku, a walnie przyczyniły się do mordu. Wyjątkowo niegodne było zachowanie hierarchów w tym kard. A. Hlonda czy bp Cz.Kaczmarka. Z oświadczenia przekazanego przez kard. Hlonda ambasadorowi USA wynika, że winni byli sami Żydzi, którzy "słusznie są znienawidzeni przez Polaków". Jedyny bp. T. Kubina z całą mocą potępił i straszył sądem Bożym wszystkich morderców. Za swoją odezwę bp. Kubina został potępiony przez Episkopat Polski. Przeczytałam raz, drugi, trzeci...słowa wypowiedziane przez świeżo wyświęconego bp. St. Wyszyńskiego i nie mogłam uwierzyć w to co czytam. Gdy przedstawiciele społeczności żydowskiej zwrócili się o pomoc do bp. Wyszyńskiego (przeczuwając już przyszłe wydarzenia). St. Wyszyński powiedział im, że właściwie to tak naprawdę nie wiadomo czy nie używają krwi dzieci chrześcijańskich do wyrobu macy. Światły kapłan i późniejszy prymas miał wątpliwości jak w najczarniejszych mrokach średniowiecza!

Przestaję się dziwić ludziom wypisującym na forum hasła antysemickie. Skąd mają czerpać wzorce moralności? Ponowię pytanie, w jaki sposób osobiście Żyd skrzywdził DZISIAJ jednego czy drugiego łajdaka piszącego "Żydzi go gazu"?

 

 

Literatura:
- "Wokół pogromu kieleckiego". T. Kamiński, J. Żaryn. IPN. 2006
- "Strach". Jan. T. Gross. ZNAK. 2008.
- "Antyżydowskie wydarzenia kieleckie 4 lipca 1964 roku".
    St. Makucki, Z.Wrona. Kieleckie Towarzystwo Naukowe. 1992.
- "Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942-1945. SCBnZŻ. 2011.
 
czwartek, 18 grudnia 2014

Zazwyczaj trafiam "na smaczne kąski" gdy coś się wydarza. To czasem chwilowe pogorszenie stanu zdrowia, czasem nieprzewidziany wypadek. Tak jest i teraz. Skręciłam dość paskudnie nogę w kostce. Noga spuchnięta i boli, chodzenie mocno utrudnione. Jest to także wspaniała wymówka i czyste sumienie wobec mojego nieróbstwa. Zresztą "mój dom, moją twierdzą" nikt mi nic nie każe, niczego nie muszę. Mój bałagan, moja sprawa! :-), Swoim zwyczajem drążę temat gdy już go złapię. Znalazłam ciekawy artykuł w wymienionym Tygodniku Powszechnym, a w Wikipedii sporo odnośników. Jeden zainteresował mnie na tyle, że postanowiłam dokładniej zająć się tematem. Znalazłam arcyciekawą stronę - Jednoczmysie.pl, a tam, ech...żeby tak ciągle trafiać w dziesiątkę. Czy Szanowni Czytelnicy wiedzą, że istnieje radio Chrystusa Króla? Nie wiecie? Wniosek nasuwa się jeden: Tygodnik Powszechny to dzieło samego Szatana albo jeszcze gorzej. Autor (niejaki Teofil) w punktach podaje jakie zniszczenia powoduje to czasopismo w sercach i umysłach prawdziwie katolickich Polaków:

TK powoduje:

- odejście od wiary,
- herezję i demoralizację, marginalizację i usuwanie katolików z życia społecznego,
- stygnięcie żaru wiary , wzrost pasywności katolików i lęk przed ewangelizacją,
- spadek autorytetu i szacunku wobec osób duchownych,
- niezgodę w Kościele,
- niestałość i selektywność w uznaniu autorytetu papieża i nauk Kościoła,
- ugodowość i kompromisy moralne,
- narażenie na niebezpieczeństwo narodowe (!!!),
- przedkładanie emocji nad argumenty.

Przeżyłam szok emocjonalny, duchowy i fizyczny czytając o tych najcięższego kalibru zarzutach. Czymże się TP naraził bogobojnemu Teofilowi? Tego się nie dowiedziałam, (chyba nie chciałam się dowiedzieć). W międzyczasie znalazłam (zupełnie gdzie indziej) następujący tekst: "Od chwili wyboru kardynała Karola Wojtyły na stolicę Piotrową - TP stał się najpopularniejszym w Polsce przekaźnikiem nauczania JP II. TP przez długi czas był jedynym pismem, któremu papież udzielił wywiadu (3.08.1980). Zaszczytu tego dostąpił tylko włoski "Il Tempo". Żeby było smaczniej, to stałymi współpracownikami (w różnych okresach) TP byli: Karol Wojtyła, St. Lem, Zbigniew Herbert, Czesław Miłosz itp. itd.

Tygodnik Powszechny przechodził różne okresy, raz lepsze raz gorsze, ale tak przedstawić go mógł tylko fanatyk chyba nie całkiem zdrowy. Pokazuje to także, iż w łonie samego Kościoła występują mocne tarcia, a przecież TP jest pismem kulturalno-społecznym. Daleko mu do współpracy z samym naczelnym piekła. Pod artykułem, uwaga! "Dowody na istnienie Boga" podpisało się dwóch księży doktorów. Można by pomyśleć, że ludzie w jakiś sposób światli nie przeprowadzą podobnego dowodu, jednak nie, nie tylko dowody, ale dowody w wielu dziedzinach:

- dowód kosmologiczny,
- dowód celowy,
- dowód moralny,
- dowód historyczny (!!!)

To o czym napisałam pokazuje jak groźni bywają ludzie zaślepieni w jakiejkolwiek wierze. Nie ma tam miejsca na zdanie inne, nie ma tam miejsca na zwykłą ludzką życzliwość i zrozumienie. Każdy inaczej myślący jest w duchu miłości chrześcijańskiej wrogiem, którego należy nawrócić na stosie i zniszczyć nawet pamięć o nim. Pytam się, gdzie w tej paranoi jest miejsce na bliźniego, któremu trzeba "przebaczyć nie siedem, ale siedemdziesiąt siedem razy" (siódemka u Żydów to z różnych względów magiczna cyfra).

Nie dziwi nic.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

W związku z moją pasją jestem za odkrywaniem (uczciwym!) tajemnic, niedopowiedzeń, półprawd o faktach historycznych. Niech będą bolesne, ale jasne i czytelne. Zastanawiam się czy istnieje jakaś inna dziedzina nauki, w której można przeinaczać bądź całkowicie zaprzeczać faktom niż historia. Wiadomo, że wszelkie nauki ścisłe nie znoszą przeinaczeń. Tam istnieje DOWÓD i po kłopocie. Znane powiedzenie mówiące o tym, że historię piszą zwycięzcy jest całkowicie uzasadnione. Zwycięzca może nawet napisać historię od początku, usuwając wszystko co nie pasuje do aktualnej koniunktury. Celuje w tym przedsięwzięciu IPN, ale to temat na osobną notkę.

Bardzo dawno temu napisałam notkę o obrońcach Westerplatte w kontekście powstającego filmu "Tajemnica Westerplatte" w reżyserii Pawła Chochlewa. Film ten miał pokazać "prawdę" o żołnierzach i ich zachowaniu. Nie istnieje prawda jako taka (każdy ma swoją), istnieją FAKTY. Nie będę się rozpisywać o filmie, na którym nie zostawiono przysłowiowej suchej nitki. Nawet nie wiem kto w końcu sfinansował tę produkcję, bo ministerstwo kultury i... systematycznie odmawiało dotacji państwowej. Reżyser Chochlew odkrywa tę "tajemnice" czyniąc z obrońców grupę pijaków, wariatów i innych wynaturzeń. Zapytam tylko krótko, skąd reżyser znał FAKTY? Czy ostatni żyjący wtedy westerplattczyk zwierzał się panu Chochlewowi? Jeśli nie to skąd zaczerpnął on wiedzę o FAKTACH? Nie domysłach, plotkach, pomówieniach lecz o FAKTACH? Reżyser bronił się mówiąc, że chce "odbrązowić" bohaterów. Zadam panu reżyserowi pytanie. Czy pijani całą dobę obrońcy mogli bronić się aż siedem dni, praktycznie bez amunicji? Czy "wariaci" byliby w stanie powstrzymać całą nawałę hitlerowską aż tyle czasu? To co robili obrońcy dodawało otuchy całej napadniętej Polsce, bo w eter płynęły znamienne słowa: "Westerplatte broni się nadal".

Przez kilka dni czytałam "Raporty Pileckiego", liczą one ponad 100 stron, a dotyczą jego pobytu w oświęcimskim, niemieckim obozie zagłady. Tam dobrowolnie dostał się rtm Witold Pilecki by organizować ruch oporu, pomagać przetrwać innym członkom grupy i generalnie zdać relację naocznego świadka z tego co działo się za drutami. IPN nazwał te raporty "świadectwami Holocaustu". W treści pojawia się tylko KILKA wzmianek o Żydach, że są, że są "kończeni" (słowo oryginalne), że przy krematorium pracowali tylko dwa tygodnie i systematycznie byli rozstrzeliwani (to moje słowo zamiast oryginalnego "kończeni"). Żadnego Holocaustu, n i c  na temat ich życia. IPN wymyślił te świadectwa, bo Pilecki nic o tym nie pisze. Byłam niezwykle zaskoczona porównując opis zbrodni z opisem choćby Primo Leviego "Czy to jest człowiek". Początkowo zaskoczona, później ogarnęła mnie zgroza. Z Raportów...wyłania się całkiem inny obraz niż powszechnie wiadomo. Tu się zatrzymam, bo nie chcę zasugerować Czytelnikom moich spostrzeżeń, a są one rodem z piekła. Nie mam gwarancji (nikt ich nie ma), czy Raporty...zostały "poprawione" na użytek pisania historii od nowa. Uczciwość nakazuje mi napisać by wątpiący i sugerujący Panu Bartoszewskiemu, (delikatnie pisząc) nieczystą grę z jego zwolnieniem z obozu, nie mieli wątpliwości. W Raporcie... rtm Pilecki wyraźnie opisuje zwalnianie z obozu i to, że w tym czasie (rok 1940, początek 1941) było takich zwolnień sporo. Odeszłam od tematu, przepraszam, ale MUSIAŁAM o tym napisać. Choć KG AK rozkazało unikać otwartej i JAWNEJ konfrontacji z ówczesnymi władzami i przedstawicielami tych władz (UB, milicja, członkowie PPR) i nie pochwalało zabijania tychże, rotmistrz uważał, że jest to konieczne by Polacy "nie zatracili wiary w przyszłość". Jakże się tu dziwić temu, że każda władza totalitarna chce takich ludzi usunąć fizycznie. Czy to władza komunistyczna, nazistowska czy inna szatańska, będzie skazywała ich na śmierć . Tak też się stało i z tym bohaterem. "Raporty Pileckiego" można odnaleźć bez trudu jeśli Szanowny Czytelnik będzie chciał je przeczytać.

Na zakończenie chcę wspomnieć, że mój wielki autorytet Jan Karski (Kozielewski) dostał się do warszawskiego getta i na własne oczy zobaczył co się tam działo. Dostał się także do obozu hitlerowskiej zagłady w Bełżcu (Izbicy?) w przebraniu ss-mana i na własne oczy zobaczył to co prześladowało go do końca życia. Także i on przekazał "raporty" wszystkim największym ówczesnego świata, a za pośrednictwem innych przekazał to co widział papieżowi Piusowi XII. Ze wszystkich stron popłynęła do Niego jako odpowiedź...cisza.

Nie udało się rtm Witoldowi Pileckiemu zorganizowanie odśrodkowego buntu. Nie udało się Janowi Karskiemu uzyskać jakiejkolwiek reakcji tych co mieli władzę, na Zagładę Żydów. Udało się J. Cyrankiewiczowi i innym zorganizować ucieczkę z rąk gestapo. Ten ostatni fakt jest skrzętnie omijany we wszystkich publikacjach. Nie pominął tego sam Jan Karski i do końca życia wspominał z wielkim sentymentem byłego premiera.

Tak, historię można zmanipulować wyjątkowo skutecznie. Jednak tych, którzy chcą znać FAKTY nie uda zamknąć się w kokonie kłamstw, fakty pozostają faktami, a tym zaprzeczyć nie zdoła żadna władza, a także IPN.

sobota, 13 grudnia 2014
Szaro, szare dni
jakby wciąż listopad był (...)

                                   Budka Suflera     

Już nawet nie czuję gniewu gdy czytam: "pamiętamy", "pamiętam", "ofiary" itp. Jest mi szaro, szarość kojarzy się ze smutkiem i jakąś beznadziejnością. O czym pamiętacie? Pamiętacie brak sygnału w telefonie, pamiętacie oddziały ZOMO, obecność pojazdów opancerzonych i o czym jeszcze pamiętacie? Przypomniał mi się tekst w którym autor napisał, że liczba "walczących" i "kombatantów" stanu wojennego przekracza liczbę wszystkich Polaków. Stwierdzenia pełne pychy, że: "mój dziadek, ojciec, siostra, matka" też byli w opozycji bo...nie zgadzali się z tym co się stało. Siedzieli w ciepłym pomieszczeniu, bezpieczni i wyrażali brak zgody na restrykcje owego stanu. Prawdziwi bohaterowie nie udzielają wywiadów, nie krzyczą bo albo uważają, że tak trzeba było, albo milczą bo obejmuje ich tajemnica służbowa, czy państwowa, a ona obowiązuje do śmierci. Nie dalej jak kilka godzin wstecz przeczytałam komentarz, w którym piszący stwierdza, że internowanie obejmowało świetne warunki i że wtedy wódka lała się strumieniami. Pomijam PRAWDZIWYCH BOHATERÓW siedzących we Wronkach, na Służewcu w Warszawie czy też na słynnej ulicy Rakowieckiej. Tam nie było wódki i innych dogodności. Ci ludzie dziś milczą bo widzieli siebie w prawdzie i to co robili było dla Nich wartością.

Czy Szanowny Czytelnik zauważył, że nigdzie nie wypowiedzieli się przez 33 lata uczestnicy faktów "po drugiej stronie barykady" czyli ci, którzy w jakiś sposób byli włączeni we wprowadzenie stanu wojennego czy tez wykonawcy rozkazów, zwykli ludzie, nie prominentni działacze. Żaden z tych ludzi nie zabrał głosu przez wszystkie te lata. Dziś już mogą, bo dziś nikt ich nie internuje, jest wolność, ale oni muszą milczeć. To wcale nie jest łatwe. Dziś widzą manifestacje przeciw "braku wolności". Jeśli nie ma wolności to jakim cudem można manifestować na ulicach?. Jakim cudem nikt ich nie zamyka za napisy na transparentach, za hasła urągające rzeczywistości? Napisach, które nie mieszczą się w granicach rozsądku, że nie napiszę - zdrowego? Słynne już "precz z komuną" czy inne równie absurdalne i haniebne? Gdy je widzę robi mi się szaro. Nie czuję gniewu. Serce nie przyspiesza rytmu, jest szaro...

Siedzę w ciepłym i bezpiecznym mieszkaniu. Siedzę i snuję różne hipotetyczne wyobrażenia o tym co mogło być, o czasie minionym i o dziś.

Wyobrażam sobie różne sytuacje. Szczególnie jedną, którą wysnułam (wyobraźnię mam szaloną). Może mogło być i tak?

"Mają włączone silniki. Co zrobimy gdy sforsują Bug? - Nic nie zrobimy, bo nic się nie stanie - mówi jeden z oficerów czujnie patrząc przez lornetkę na czołgi po drugiej stronie rzeki. - Nie wygłupiaj się, widzę przecież twoje napięcie i odpowiedz, co zrobimy? - Jeśli przekroczą Bug, naruszą granicę, złamią prawo międzynarodowe. No, co się robi w takiej sytuacji, chyba chłopaki dobrze wiedzą. Do każdego, kto narusza suwerenność drugiego państwa, kto ma wrogie zamiary, strzela się i nie pozwala za żadną cenę wpuścić wroga. - Zaryzykujesz dalszą karierę?! - Zaryzykuję! - Hej, coś się wydarzyło, bo zaczynają wyłączać silniki. - Leć do radia i posłuchaj co się stało, co ich zatrzymało".

Ech, fantazję to ja mam.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27