ministat liczniki.org a
Kategorie: Wszystkie | człowiek | historia | kościół | wojna
RSS
sobota, 15 listopada 2014

Jak najbardziej wierzący! Wierzący w naukę, swoje odkrycia, swoje teorie (np. względności) i wiele, wiele różnych rzeczy - w końcu opublikował ponad 450 prac. Wierzący w Boga? OCZYWIŚCIE - nie! Za chwilę przytoczę jego własne, udokumentowane wypowiedzi, ale teraz chcę napisać jakimi kłamstwami i to ciężkiego kalibru posługuje się Fronda. To nie jest pismo katolickie, to pismo ludzi ziejących wręcz nienawiścią i pogardą, nawet w stosunku do "swoich" (ostatni to ojciec Ludwik Wiśniewski, uwielbiany nawet przez ateistów). To już nie są "swoi" to osoby wyrzucone przez Frondę z grona "prawdziwych katolików", bo piszą dla Tygodnika Powszechnego.

Skąd mi się wziął do rozważań właśnie Einstein? Z prostej przyczyny. Czytałam jego list do prezydenta Roosevelta w sprawie konstrukcji bomby atomowej (wojna jeszcze trwała). W liście tym przestrzega przed potworną siłą takiej bomby, przypuszczam, że ten list wynikał z jego niepokoju wewnętrznego, który z kolei wynikał z poczucia wina (walnie się przyczynił do konstrukcji bomby). To wszystko dotyczyło wojny, a więc mojego hobby. Swoim zwyczajem znów zagłebiłam się we wszystko co mogło przybliżyć mi tę wielką postać. Takim sposobem dotarłam m.in. do Frondy. Czytam i nie wierzę w to co czytam. Pani Monika Grzesiak w swoim artykule "Naukowe dowody na istnienie Boga" pospolicie kłamie i przeinacza fakty, a to już nie przystoi, bo jaskrawo narusza VIII przykazanie. Otóż czytam: cyt. "Einstein nie był ateistą. SAM TO WYRAŹNIE oświadczył (...) odcinając się zwłaszcza od sugerowanych mu związków z filozofią Spinozy.  "Nie jestem ateistą i nie sądzę abym mógł się nazywać panteistą". Pani Grzesiak powołuje się na niejakiego Maxa Jannera autora książki "Einstein and Religion.

Teraz oddaję głos samemu Albertowi Einsteinowi: "Doprawdy nie rozumiem co ludzie mają na myśli, gdy mówią. iż człowiek posiada wolną wolę. Przez całe życie odrzucałem koncepcję Boga osobowego (...) moje poglądy zbliżone są do panteizmu w duchu Spinozy. Koncepcja Boga osobowego jest mi zupełnie obca. uważam ją za wręcz naiwną. Jestem głęboko wierzącym ateistą [...] Jest to poniekąd zupełnie nowy rodzaj religii"  Miałam wrażenie, że zwariowałam i czytam coś zupełnie innego niż jest napisane. Najprawdopodobniej pani Grzesiak czytała niektóre źródła z których i ja korzystałam, bo wystarczyło ominąć słowo "NIE" i wszystko staje sie odwrotne, ale to już plagiat i to popełniony zdradziecko, bo przypisuje Einsteinowi to czego wcale nie powiedział.

Na koniec smaczek. Pod zdjęciem podpis: "w wojsku rosyjskim istnieje plaga narkomanii". Dwa tygodnie później pod tym samym zdjęciem podpis: "w wojsku polskim istnieje plaga narkomanii"

To o czym napisałam to prawdziwa katastrofa. W notce wczorajszej napisałam by nie dopuścić kanalii, które chcą występować w imieniu narodu. Dziś napiszę, że ludzie piszący w tej gadzinówce, mogą jutro okazać się przedstawicielami narodu polskiego. Jeśli tacy ludzie będą rośli w siłę, to trzeba będzie poważnie pomyśleć o obronie własnych dóbr i siebie.

 

Korzystałam:

 1.Peter Bucky. The private A. Einstein. Kansas City. 1992
2.Alice Calaprice. Einstein w cytatach. Warszawa. Prószyński i S-ka. 1999
3.Albert Einstein. The Christian. Register. 1948

Korzystałam z wielu źródeł, ale nie sposób wymienić wszystkich, jest ich ponad setka.
piątek, 14 listopada 2014

Kiedyś krążyło powiedzonko, że: "dobry Niemiec to martwy Niemiec". Pokazywało ono (powiedzonko), że nieżywy Niemiec jest dobry, bo już nie zagraża nikomu. Zawsze, gdy słyszę, że jakiś naród jest "jakiś" dopada mnie gniew. Nigdy, ani wczoraj ani dziś, ani jutro żaden naród nie może być "jakiś". Na naród składają się ludzie mający jakieś cele, marzenia, miłość czy też nienawiść. Nie może być tak, że naród X to SAMI złodzieje, naród Y to SAMI pijacy, naród Z to SAMI oszuści. Nie godzę się z taką kwalifikacją, bo każdy naród posiada złodziei, pijaków czy oszustów. Każdy naród ma także ludzi szlachetnych, mądrych, dobrych. Dużo wysiłku kosztowało mnie poszukiwanie "dobrych" Niemców. Niestety, nie wszystko było dla mnie dostępne, bo nie znam języka hebrajskiego czy jidysz. Musiałam zadowolić się stronami polsko-angielskimi i samymi polskimi. Przypomnę tylko, że by zostać Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata trzeba było spełnić kilka ważnych warunków, a jeden z podstawowych to ten który mówi, że człowiek ratujący w żadnym wypadku nie może być Żydem. Tym antysemitom, którzy wrzeszczeli i wrzeszczą, że Miłosz był Żydem pragnę przypomnieć, że poeta także jest wśród Sprawiedliwych. Nie będę przypominać, że Pan Bartoszewski także jest Sprawiedliwym, bo tylu inwektyw i obrzydliwości, które dotknęły Tego Czcigodnego Człowieka nie da się opisać. Nie dobrnęłam do końca listy nazwisk Polaków Sprawiedliwych, bo jest tego wiele, wiele stron (dokończę czytanie kiedy indziej). Wiadomo zresztą, że Polacy znajdują się na pierwszym miejscu (6454 osób - stan na dzień 1.01.2014) i dalej ciekawostka, na 49 państw (niektóre bardzo egzotyczne), których obywatele ratowali Żydów, Niemcy są na 10 miejscu! 553 Niemców ratowało Żydów z narażeniem życia (jedno z kryteriów by zostać Sprawiedliwym).

Jak to jest z tym "martwym Niemcem"? Mojej Mamie kilka razy uratowali życie. Nie do wiary, a jednak! Tak bezpośrednio (bo zostałaby rozstrzelana natychmiast) uratował życie SS-man i to chyba wysoko postanowiony (Mama nie znała się w czasie okupacji na dystynkcjach wojskowych w dodatku hitlerowskich, wiedziała natomiast co oznacza trupia czaszka). Była młodziutka i oczywiście jak często bywa z młodymi po prostu głupia. Wsiadła do pociągu tylko dla Niemców. W szczerym polu pociąg zostaje zatrzymany i z tego co Mama zrozumiała, patrol poszukiwał "polskich bandytów". Mama widziała ustawiony karabin maszynowy przy torach i ogarnął Ją strach, który prawdopodobnie wyczytał ów SS-man z Jej twarzy. Łamaną polszczyzną zapytał czy jest Polką. Mama nie miała już nic do stracenia i przytaknęła wiedząc, że za chwilę już Jej nie będzie. Niemiec pokazał gestem swój płaszcz wiszący w rogu przedziału i powiedział "chowaj się". Gdy Mama była już ukryta oparł się o płaszcz i w tym momencie patrol niemiecki wszedł do wagonu. Przez szparę Mama widziała, że żołnierze wyprężyli się, zasalutowali i bez słowa wyszli z wagonu. Gdy pociąg ruszył Mama widziała jak hitlerowcy mordują kilkoro zatrzymanych. Znam jeszcze sporo opowieści o tym jak Niemcy ratowali Polaków bezinteresownie.

Teraz sprawa zasadnicza, czy ratowaliby ci o których słyszałam, gdyby ratowany był Żydem? Co zrobiłby jeden z drugim gdyby trafił na nie-Polaka? Nie chcę w to wnikać. Te 553 osoby ratowały bezinteresownie Żydów, a to oznacza, że jednak byli "dobrzy" Niemcy czyli wracam do początku gdzie stwierdziłam, że naród nie może być "jakiś". Naród to pojedynczy ludzie: kanalie, dranie, wielkoduszni, cierpliwi, pomocni, kochający drugiego człowieka lub nim gardzący. To nie "naród" krzywdzi lub kocha, to zawsze są jednostki, a wśród jednostek są "dobrzy" i "źli" Niemcy, są bandyci i święci, a że jednostki mające te same poglądy mogą zorganizować się w bardzo silną grupę? MOGĄ. Najważniejsze by nie pozwolić kanaliom, by reprezentowały NARÓD.

czwartek, 13 listopada 2014

Że w ultra katolickiej Frondzie odsądza się od czci i wiary ateistów, mnie nie dziwi. Że tam ateista to człowiek bez honoru (?), celów w życiu, drań, podczłowiek i takie różne, mnie nie dziwi, bo tam piszą tylko sami "najlepsi synowie ziemi, tej ziemi" i w ogóle ludzkie anioły, to także nie podlega dyskusji. Człowiek, który nie uznaje żadnego boga to człowiek marny, bez zasad i niezdolny do czynienia jakiegokolwiek dobra drugiemu człowiekowi. Te frondowskie brednie żadnego ateisty nie dziwią, ale gdy spotykam się z wypowiedziami ludzi wydawać by się mogło światłych, wtedy jest już gorzej. Słynne powiedzonko, ze PRAWDZIWY Polak to katolik jakoś mocno zakorzeniło się w mentalności ludzkiej. Ten "prawdziwy" katolik jest w stanie zrobić tyle  zła, że może się to nie zmieścić w przeciętnej głowie. Już nie tylko ks. Lemański, Boniecki, Tischner czy jeszcze paru innych, ale teraz ks. Sowa, który zaczyna trzeźwo myśleć, to wrogowie "prawdziwego" Kościoła, bo bywają także "nieprawdziwe". Ileż popłynęło inwektyw pod adresem ks. Sowy za to, ze prosi, by Jana Pawła II nie wciągać do partii, szczególnie PiS-u. Na marginesie, kard. K. Wojtyła  był inicjatorem, a później, jako papież także rozkazodawcą różnych bardzo wstecznych postanowień. Nie sposób przeczytać wszystkich encyklik, ale wystarczy tylko kilka, by wiedzieć do czego dążył i czego oczekiwał od "ludu Bożego" (czy Drodzy Czytelnicy wiedzą, że został wybrany papieżem dopiero po 9. głosowaniach?). Otóż niesławna encyklika Pawła VI "Humanae vitae" zakładała, że:"każdy akt małżeński M U S I  być otwarty na przekazanie życia" i że stosowanie środków antykoncepcyjnych, jakichkolwiek to grzech ciężki. Ks. Bardecki: "(...) gdy porównałem potem encyklikę z naszymi (kard. Wojtyła) materiałami, stwierdziłem, ze co najmniej 60% materiałów krakowskich weszło do encykliki". Jako papież K. Wojtyła poszedł dalej, bo obłożył ekskomuniką wszystkie kobiety, które dokonały aborcji. Zdjąć ją mógł tylko wybrany biskup i to po spełnieniu surowych wymogów.

Ileż nieszczęść, wylanych ludzkich łez przynoszą różne postawy "ku chwale Boga". "Władza świecka musi czcić Boga i Mu służyć" (kard. A.Ottaviani). Jakie to szczęście, ze trochę jaśniej myślący purpuraci nie zaakceptowali materiałów przygotowanych przez wymienionego Ottavianiego na Sobór Watykański II.

Wszystkie dzisiejsze moje refleksie wypływają z ataków na ks. Sowę i porównywaniu przez "gorliwych" katolików, którzy powołując się na swojego boga, twierdzą, że tylko oni są wybrani do rzeczy wielkich. Zapomnieli albo w ogóle nie czytali do końca którejkolwiek z Ewangelii, w której Nauczyciel z Nazaretu mówi o "cudzołożnicach, celnikach, że to oni ubiegną  synów wybranych do Nieba". Zapomnieli o "błogosławieństwach i "biada". Czy oni w ogóle wierzą w Jezusa?

Na koniec został mi "wybraniec" boży, abp Hoser nawołujący do bojkotu Empików za sprawą Nergala Darskiego i M. Czubaszek. Zapomniał "boży" człowiek, że jest wolny rynek i każdy może (póki co!) kupować gdzie chce i co chce. Nergal i Czubaszek to "pohańbienie świąt narodzenia pańskiego" tak uważa człowiek, który do dziś nie rozliczył się czarno na białym, na dodatek uczciwie, ze swojej pracy w Rwandzie, w czasie ludobójstwa .

Miłość i miłosierdzie to słowa, których "ku chwale Bożej" nie znają "prawdziwi katolicy". Oni potrafią tylko potępiać, ganić i niszczyć. Jakie to dziwne, że do tej pory nie padło hasło "ateiści do gazu", bo my przecież pozbawieni jesteśmy moralności i obce są nam jakiekolwiek uczucia wyższe typu empatia, wzruszenie czy zwyczajny uśmiech.

Czytelników proszę by zauważyli, że słowa prawdziwi katolicy umieszczam w cudzysłowach, bo wśród ludzi wierzących są miliony takich, którzy czynią tak jak nakazuje im wiara i tym należy się szacunek.

niedziela, 09 listopada 2014

Przypomnę tym Szanownym Czytelnikom, którzy odwiedzą mnie po raz pierwszy, że historia II wojny światowej to moje hobby.

W związku z moimi zainteresowaniami historią wojny, gdy znajdę coś co mnie zainteresuje, szukam faktów, notatek, artykułów, informacji w internecie, szukam we własnym księgozbiorze, Szukam tego wszystkiego po to by poszerzyć własną wiedzę, którą już posiadam. Otóż, w związku z otwarciem Muzeum Historii Żydów, ponownie obejrzałam słynną listę na której widnieją nazwiska Żydów uratowanych przez Oskara Schindlera. Swoim zwyczajem poczytałam o Schindlerze różne opinie, szczególnie Żydów, ale nie tylko. Poczytałam także opinie Polaków (zazwyczaj komentarze o mocnej postawie antysemickiej). Gdy się szuka zazwyczaj coś się znajdzie. Ja znalazłam takie kuriozum, że aż trudno uwierzyć, że można coś takiego wymyślić na temat Schindlera. Niejaki Leszek Pietrzak w tygodniku "Najwyższy CZAS" z dnia 5.06.2012 snuje opowieść  rodem z koszmarnej bajki. Z tego co mi wiadomo tygodnik ten to "dziecko" J. Korwina-Mikkego. Nie będę Czytelnikom opowiadać o Schindlerze bo z pewnością wiedzą kto to był, choćby za sprawą Stevena Spielberga. Wiadomo także powszechnie, ze Schindler był miłośnikiem kobiet i alkoholu, a swoją żonę traktował "bardzo różnie". Pani Schindler była także zaangażowana w niesienie pomocy Żydom. Nie był pan Oskar świętym, oj nie był! Interesy, pieniądze to były jego żywioły. Nigdy i nigdzie nie ukrywał, że na wojnie można zbić wielki majątek. Do Krakowa ściągnęła go chęć zarobku, tu realizował swój własny biznes do którego zaangażował Żydów z krakowskiego getta. Nie będę opisywać co działo się w Płaszowie (od 1944 roku - obóz koncentracyjny) wspomnę tylko, że w sumie uratował Schindler ok 1400 Żydów.

Otóż pan Pietrzak pisze swój artykuł opierając się szczególnie na słowach: "Schindler pomyślał...", "Schindler wiedział...". "Schindler zastanawiał się nad..." i dużo, dużo więcej takich określeń. Skąd u diabła pan Pietrzak posiadł taką wiedzę?! Skąd pan Pietrzak wiedział o czym Schindler wiedział, o czym pomyślał, nad czym się zastanawiał?! To nie dziennikarz, to właśnie marny pismak, albo sam głupi, albo myślał, że czytelnicy są głupi. Pan Pietrzak idzie dalej! Zaczyna się jakaś przedziwna teoria spiskowa, dlaczego Żydzi przyznali mu tytuł Sprawiedliwego Wśród... dopiero w 1993. Dlaczego nie uhonorowali go wcześniej? Teraz autor bije rekord odnośnie zdrowego rozsądku czytelników i pokazuje, że jego mózg jest sztuczny, bo pisze: "(...) Żydzi byli jego [Schindlera] przepustką, umożliwiającą mu uniknięcia kary za jego zbrodnie wojenne" Czy można wymyślić coś głupszego? Czytałam wiele o Schindlerze, ale jakoś cicho o jego procesie w Norymberdze.

Świat niedouczonych, albo pragnących za wszelką cenę uzyskać "sławę" pismaków. Zapiekłych w swojej ignorancji i liczeniu na to, że czytelnicy to głupcy.

Najgorsze jednak jest to, że faktycznie często czytelnicy czytają, ale co czytają?! Prawdopodobnie "czytają" to co akurat chcą "wyczytać" czyli swoje własne teorie i nie wgłębiają się w treść, stąd tylko krok do zaakceptowania podobnych idiotyzmów, które stały się udziałem pana Pietrzaka.

Najwyższy CZAS zacząć traktować czytelników jak LUDZI, którzy jednak posiadają wiedzę i nie dadzą się zmanipulować takim Pietrzakom.

poniedziałek, 03 listopada 2014

Tytuł to jakby "kontynuacja" doskonałej sztuki Ugo Bettietgo "Trąd w Pałacu Sprawiedliwości". Bo i w sztuce, i mojej notce chodzi mniej więcej o to samo czyli o walkę o władzę, korupcję i najniższe instynkty prowadzące do moralnej zapaści.

Przypuszczam, że pewnie Czytelnicy obejrzeli film na Onecie o "trzeciej tajemnicy fatimskiej". Film świetnie zrealizowany bo wypowiadają się ateiści, ultra ateiści, księża, dziennikarze, a nawet taksówkarz oraz kuzynka siostry Łucji (najstarszej "widzącej"). Nie będę kontynuować  komentowania filmu bo to do niczego nie prowadzi. Nie sposób wymienić z ilu portali korzystałam przygotowując się do tej notki ponieważ było tego mnóstwo, portale: katolickie, laickie, ateistyczne, religie dalekowschodnie, żydowskie i wiele innych. Chciałam mieć ogólny ogląd sytuacji. Ten "ogólny" ogląd sytuacji wprawił mnie w osłupienie. Tyle krętactw, tyle obłudy, tyle zwyczajnego kłamstwa, że aż nie do wiary! Przede wszystkim KŁAMSTWA i to kłamstwa ciężkiego kalibru. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to fakt, że siostra Łucja w "widzeniu" (drugiej tajemnicy) pisze, że za pontyfikatu papieża Piusa XI dojdzie do kolejnej strasznej wolny - tak powiedziała Pani. Pontyfikat Piusa XI skończył się w lutym 1939 (zmarł). Kolejny papież Pius XII rozpoczął urzędowanie w marcu 1939 roku. "Pani z Nieba" chyba się nie pomyliła??? W takim razie kto?! Czy jakikolwiek urzędnik Watykanu, nie mówiąc o papieżu nie próbował wyjaśnić katolikom skąd taka rozbieżność? Pani kazała "trzecią" tajemnicę ujawnić w roku 1960, a siostra Łucja ujawniła ją Piusowi XII w 1940 roku. "Tajemnica" przekazana została kolejnemu papieżowi Janowi XXIII, Pawłowi VI i Janowi Pawłowi II. Czy wiedział o niej Jan Paweł I? Nie chcę zabawiać się w śledczego, jednak posiadając sporą wiedzę historyczną (to moje hobby) wydaje mi się, że śmierć papieża ukazana w "trzeciej tajemnicy" mogła dotyczyć właśnie jego. Okoliczności nagłej śmierci zdrowego człowieka do dziś budzą wątpliwości. Po wstąpieniu na tron papieski Jana Pawła II zaczynają się niebywałe przekręty, korupcje i draństwa wprost niewyobrażalne. Raj dla mafii, pranie brudnych pieniędzy i ogólne rozprężenie oraz walka o władzę dostojników Kościoła. Nie twierdzę, że papież Wojtyła wiedział o wszystkim. Wiedział tyle, ile przekazali mu urzędnicy kościelni, w tym ksiądz Dziwisz.

Ustami kardynała Tarcisio Bertone (nazwany ze względu na nieograniczoną władzę "wice papieżem) Jan Paweł II ujawnia w 2000 roku "trzecią tajemnicę". Nie ważne, iż świadkowie przysięgają, że siostra Łucja trzecią tajemnicę napisała na j e d n e j kartce - Bertone odczytuje c z t e r y  kartki. Dlaczego JP II każe przynieść sobie po zamachu, do szpitala trzecią tajemnicę? Dlaczego ujawnia ją dopiero w 2000 roku? Dlaczego papież Franciszek dymisjonuje "wice papieża" w ekspresowym tempie? Dlaczego wice papież zajmuje apartament o powierzchni 700 m, a Franciszek mieszka na 70 metrach? Dlaczego to wszystko jest tolerowane? Dlaczego Bertone nie zostaje ukarany za sprzeniewierzenie 15 mln euro? Dlaczego zajmujący się teoriami spiskowymi twierdzą, że jest jeszcze c z w a r t a tajemnica?

Wcale bym się nie dziwiła, gdyby okazało się, że ta czwarta tajemnica ukazuje w jasnym świetle jak bardzo rozprzestrzenia się trąd w korytarzach Watykanu. Jak daleko odeszli purpuraci od zwyczajnego, prostego nauczania Jezusa? "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego". W tym krótkim zdaniu zawiera się cała nauka Nauczyciela z Nazaretu i już niczego więcej nie potrzeba. Za spiżowymi drzwiami rozgrywa się walka przyziemna o władzę, pieniądze i wpływy bardzo, bardzo ziemskie. Czy Franciszek jest lekiem na całe to kłębowisko żmij? Jeszcze pozwolono mu żyć? Żyje już ciut dłużej niż JP I. Czy w całym tym szatańskim tyglu ma papież jeszcze jakichś przyjaznych ludzi wokół siebie? Pewnie tak, bo w przeciwnym przypadku już dawno powinien umrzeć nagle, na zawał serca.

Jedno jest pewne jak to określił ultra ateista, jeden z dziennikarzy w filmie, że "dzieci z całą pewnością `coś widziały`". Jeśli tak mówi zatwardziały ateista to ja mu wierzę. Problem w tym co widziały?

Odkryłam cały ciąg fałszu, kłamstw i przeinaczeń odnośnie Fatimy. Naprawdę przeraża mnie tylko to, że rządzący ponad miliardem katolików na całym świecie mają ich za nic. Ot, prawdziwe owce i nic więcej. Żaden z nich nie ma prawa powiedzieć "ja jestem pasterz dobry, (bo życie swoje oddaję za owce") i nie mówię tego o wszystkich, bo i wśród tych fałszywych pasterzy są i tacy, którzy zasługują na szacunek za wykonywaną pracę i poświęcenie.

Generalnie za "Spiżową Bramą" czai się prawdziwy trąd, a postać posocznicowa jest śmiertelna w 100%.

środa, 29 października 2014

Fabryka świętych to temat na inną notkę, bo to temat ogromny. Sam papież Wojtyła wyniósł na ołtarze ponad 1400 świętych i błogosławionych. Cały czas mnie ciekawi dlaczego w tej olbrzymiej masie świętych znajdują się nieliczne osoby świeckie. Czy tylko księża, zakonnice, zakonnicy są najlepsi, najpobożniejsi i tylko oni stanowią przykład? Znam wiele osób świeckich, którym owi, niektórzy święci nie sięgają do pięt, ale to nie moja sprawa. Niech Kościół wynosi kogo chce z jednym zastrzeżeniem, że nie jest to osoba kontrowersyjna dla świata i świat nie będzie protestował. W 2013 roku papież Franciszek zapowiedział, że chce kanonizować Piusa XII, wyjątkowo kontrowersyjną postać. Dodatkowo chce to uczynić z pominięciem wymaganego cudu, tak jak Jana XXIII. Nie uwierzę w to, że Pius był "papieżem Hitlera" bo nie mógł być jednak milczenie w obliczu zbrodni jest co najmniej dwuznaczne. Zdecydowanie bardziej na ołtarz nadaje się o.Hugh O`Flaherty, który wykonywał nieprawdopodobną prac na rzecz rzymskich Żydów czy więźniów angielskich. Podliczyłam pobieżnie, że ten wspaniały ksiądz uratował ok. 4000 ludzi. Świat świecki docenił tego niezwykłego księdza "Medalem Wolności" (USA), "Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata" (Izrael) czy "Orderem Imperium Brytyjskiego" tylko Kościół "zapomniał" o wybitnym miłosierdziu tego księdza. Proszę wybaczyć, ze tyle miejsca poświęciłam Piusowi XII, ale podobna sprawa zaczyna dziać się z Piotrem Skargą tzn. postać ta jest także wyjątkowo kontrowersyjna, ale po 400 latach czekania coś zaczyna się dziać, bo kard. Dziwisz ogłosił bodajże, że proces beatyfikacyjny się rozpoczyna czy rozpoczął (kolejny?). Tak, kolejny bo w przeszłości został zatrzymany w związku z podejrzeniem, że P. Skarga został pochowany w śmierci klinicznej. Miały o tym świadczyć ślady drapania w trumnę i uszkodzone palce zmarłego (ocknął się w trumnie?) Jak dla mnie prześmiesznym powodem odstąpienia od beatyfikacji było stwierdzenie, że nie wiadomo czy w ostatnich chwilach życia nie zbluźnił przeciw swojemu Bogu. Tak całkiem na marginesie: czy wiadomo o czym myślał św. M. Kolbe? Może też bluźnił? Może także bluźniła św. Edyta Stein? Przecież nikt na ziemi o tym nie wie. Zostawmy bluźnierstwa i całą tę otoczkę. Chodzi mi o coś znacznie większego kalibru. Piotr Skarga był nadwornym kaznodzieją Zygmunta III Wazy. Ponoć posiadał niezwykły talent krasomówczy. Pozostawił po sobie niemałą spuściznę pisarską choćby np. "Kazania sejmowe". Cóż on jeszcze zrobił wybitnego? Coś tam robił dla biednych i to chyba koniec zasług, bo stanowiska kościelne mnie nie interesują. Ciemna strona tego "kandydata" to wręcz patologiczne krytykowania i zwalczanie reformacji co można jeszcze zrozumieć, ale właściwie potępienie tzw. "Konfederacji Warszawskiej" (1573 r.), która postanawia: "(...) zapewnienie swobody wyznania. Gwarantuje BEZWARUNKOWY i wieczny pokój między wszystkimi różniącymi się w wierze. Zapewnia innowiercom (Tatarom, Ormianom, Żydom, protestantom) RÓWNOUPRAWNIENIE z katolikami i opiekę państwa (...)" . Protest przeciwko tak znakomicie pojętemu ekumenizmowi pokazuje fanatyzm "kandydata" na ołtarze i jego kompletny brak miłosierdzia wobec brata "heretyka". Ani krzty wyrozumiałości, ani odrobiny zrozumienia, "zatwardziałość serca" o którym mówił Jezus (nomen omen P. Skarga to jezuita).

Tylko kogo to wszystko obchodzi? Pewnie tylko jezuitów, którzy pragną kolejnego świętego poza A. Bobolą (nie piszę o założycielu, bo to zrozumiałe samo przez się). Ruszyła kolejna taśma do stworzenia kolejnego świętego. Te kryteria "świętości" są coraz bardziej rozmyte, coraz bardziej śmieszne, coraz mniej oczekują od "kandydata" prawdziwej wiary w słowa Jezusa, są rozluźnione do niemożliwości. Powtórzę jeszcze raz, kogo to obchodzi? Nikt nie zaprotestuje (choć prof. Widacki delikatnie już to zrobił). Gdy chodziło o Piusa XII zaprotestowały środowiska żydowskie i nie tylko. Papież Benedykt wstrzymał się w związku z procesem beatyfikacyjnym. Jeśli chodzi o P. Skargę może nieśmiało wyrażą swoje wątpliwości protestanci i to wszystko.

W Polsce można prowadzić procesy "świętościowe" komu się tylko chce i mnie też nic do tego poza tą notką, w której wyrażam swój sprzeciw wobec tej kandydatury. Człowiek, który w sposób wręcz fanatyczny (dobrze, że nie żądał śmierci dla innowierców) udowadniał, że z przykazaniem "kochaj  bliźniego swego jak siebie samego" nie miał nic wspólnego, człowiek ten znajdzie miejsce obok osób, które bardzo sobie cenię. Ateistka także ma prawo cenić wielkie osoby, które nawet bez "ołtarza" są dla mnie przykładem jak trzeba traktować drugiego człowieka. Są dla mnie przykładem miłości, tolerancji, a nade wszystko są przykładem miłosierdzia wobec potrzebującego, po prostu...CZŁOWIEKA.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27