ministat liczniki.org a
Kategorie: Wszystkie | człowiek | historia | kościół | wojna
RSS
niedziela, 26 października 2014

Nieśmiałą oznaką tego, że wracam do zdrowia jest moja aktywność na blogu i powrót do tego co kocham, mianowicie do historii II wojny światowej. Drobiazgowe poszukiwania i cierpliwe "grzebanie" w różnych źródłach przynoszą nieoczekiwane rezultaty pod postacią odkrywania nieprawdopodobnego wręcz manipulowania historią i kłamstw, kłamstw, kłamstw... Przy czytaniu rewelacji pani Stankiewicz (czy jak jej tam) myślałam, ze już przeczytałam, zobaczyłam, usłyszałam prawie wszystkie idiotyzmy i kłamstwa świata.

Od pewnego czasu śledzę badania i prace wykopaliskowe prowadzone przez IPN w Białymstoku (pod tamtejszym byłym więzieniem), a dotyczące zbrodni na Polakach w latach 1939 - 1956. Czy ci ludzie z doktoratami mają większą część Polaków za kompletnych durni?! Bezkarność w kłamstwach pokazuje, że chyba tak. Oto czytam, cyt.: "Prokurator z IPN Z. Kulikowski (...) zwrócił uwagę, że są tam pochowane ofiary z różnych okresów okupacji wojennej jak i ofiary zbrodni NKWD. (...) do tej pory szacowali (pracownicy), że mogą tam spoczywać szczątki kilkuset osób zbrodni komunistycznych. Wg IPN dokonano tu pochówku ofiar w latach 1939 - 1956. Są to ofiary ubeckich represji. Wśród ofiar znajdują się kobiety, dzieci, a nawet niemowlęta".

Ja osobiście nie pozwolę na traktowanie mnie jak człowieka bez mózgu! Powyższy fragment obraża moją inteligencję. Pan Kulikowski stwierdza wyraźnie - OKUPACJA WOJENNA czyli zarówno niemiecka jak i ZSRR, ale szczątki pochodzą wyłącznie jako ofiary NKWD. Dodatkowo pan prokurator usiłuje mnie przekonać, że np. w 1939 roku istniało już UB. Czy naprawdę tak łatwo i prosto jest manipulować historią? Widać, że tak i dodatkowo bezkarnie. Poza wszystkim nie jest mi wiadome (a trochę historię znam), że UB mordowało dzieci czy niemowlęta. To już czysta domena Niemców w hitlerowskich mundurach. Już niedługo dowiemy się, że wszystkie zbrodnie tego typu dokonywało tylko NKWD bądź "UB", nigdy Niemcy. Mój rozum nie jest w stanie uwierzyć, że można z państwowej czyli naszej kieszeni wydawać miliony dla IPN tylko po to by historię pisać od nowa. Znanych jest sporo miejsc gdzie pod cmentarzami w wielkich miastach znajdują się niestety inne, tragiczne i uwłaczające jakiejkolwiek sprawiedliwości. Prowadzi sie tam prace wykopaliskowe choćby na powązkowskiej "Łączce". Przedstawiciel IPN uznał, że większość prac jest niemożliwa ze względu na współczesne groby. Żeby przenieść kilkadziesiąt tysięcy współczesnych grobów trzeba by uzyskać zgodę najbliższych, "a to niewykonalne".

Co robi najjaśniejszy prezydent? Ano zarządził "podjęcie niezbędnych prac legislacyjnych" by można było  najbliższych, pozostałych przy życiu przenieść szczątki brata, siostry, matki, ojca, dziecka BEZ PYTANIA O ZGODĘ tych, którzy jeszcze opłakują swoich najbliższych. W miejscach gdzie znajdują się szczątki pomordowanych mają stanąć pomniki, mauzolea... Przenieść współcześnie pogrzebanych GDZIE??? Stworzyć dodatkowe cmentarze?

To wszystko razem nie mieści mi się w głowie! Rozumiem, że trzeba pamiętać o ofiarach zarówno hitleryzmu jak i stalinizmu (do 1956 roku stracono ok. 50 tys. Polaków), ale w taki sposób?! To przerasta moje możliwości myślenia i wyobraźni! To zaczyna być ciężko chore. Uczcić pięknym, monumentalnym pomnikiem tych, którzy zginęli zdradziecko, ale robić rewolucję na taką skalę?!

Może nie jestem patriotką, może nie mam racji, może tak właśnie trzeba, nie mam już pojęcia co tu jest prawdą, co kłamstwem, ale gorze tym kłamcom, którzy chcą odtworzyć historię z pominięciem niemieckich morderców. 

sobota, 25 października 2014

Zadumałam się nad czytanym traktatem o moralności, etyce oraz niektórych sprzecznościach, w tym przypadku ogólnie rozumianych jako "nauka Kościoła". Tak, o sporych sprzecznościach. Jest przykazanie "nie zabijaj", ale...na wojnie można, a nawet dalece wskazane jest właśnie zabijanie. Nie będę "moralizować" bo zajęłoby mi to wiele czasu. Chcę napisać o własnych zasadach moralnych i krótko mówiąc o "pokusie", której mogłam bądź nie mogłam się poddać.

To był generalnie dla mnie "sądny dzień". Same przeciwności, które piętrzyły się lawinowo. Ciągle jestem jeszcze słaba i póki co powinnam podgryzać jakieś potężne żelastwo, a nie tylko lekarstwa. Szłam powłócząc nogami w poczuciu beznadziejności bo w kieszeni zostało mi kilka (dosłownie) złotych, tak się złożyło, a przeżyć za nie musiałam jeszcze dobrych parę dni. W pewnej chwili idący przede mną facet zaczyna grzebać w kieszeni i pod moje nogi upada złożone w kostkę 20 złotych. To był "cud". Taka kasa! podniosłam te pieniądze i tu zaczyna się mój dylemat moralny i cały ciąg myśli, które przepływają błyskawicznie przez mój mózg. Facet idzie wolno, ja za nim także wolno. Mam czas pomyśleć co zrobić. Pierwszy cichy głos to: "oddaj pieniądze facetowi". Drugi głos jest już na wyższym tonie: "przecież ten facet nie umiera z głodu, a ja tak!". Kolejny: "skąd wiesz czy to nie są jego ostatnie pieniądze?" E tam! facet wygląda na dzianego. "to po co takie złożenie w kosteczkę?" To pewnie jego ostatni "zaskórniak". No to co z tego?! Ja też się liczę... O CZYM TY MYŚLISZ? To przecież zwyczajna k r a d z i e ż! Jaka kradzież, nie wyciągnęłam mu z kieszeni, on zgubił i każdy inny człowiek mógł znaleźć! Zgadza się, ale ty  w i e s z  kto zgubił banknot! Wlekę się za facetem i toczę potworną walkę ze sobą i potężną pokusą. Na co czekam? Na cud? I cud się zdarza bo facet gwałtownie się zatrzymuje i zaczyna gorączkowo klepać się po kieszeniach i grzebać w nich nie mniej gorączkowo. To jest mój Rubikon! Przekraczam go i podchodzę do faceta pytając czy tego szuka, podając mu banknot. Na zmęczonej twarzy nagle widzę wielki uśmiech ulgi. "Jakże pani dziękuję! To ostatnie pieniądze, wypłatę mam   z a  k i l k a  dni. Musimy z żoną i synem jakoś przeżyć". Nieprawdopodobna ironia losu i sytuacja jak z filmu klasy B. Kto powiedział, że życie nie może stwarzać takich sytuacji? Ten ktoś był w błędzie! Życie stwarza sytuacje, które nie śniły się filozofom!

To był mój dylemat moralny. No cóż! Jestem tylko człowiekiem i nie jestem wolna od pokus tego i innego typu, jednak...w obliczu takiej sytuacji oddałam pieniądze, które dosłownie leżały na ulicy. I sprawa najważniejsza, zdarzyła mi się podobna sytuacja na pogrzebie kolegi, gdy już prawie wszyscy wyszli z kościoła kobieta o kulach poruszając się z pomocą męża zostawiła na ławce torebkę. Wtedy nie wahałam się ani chwili co zrobić.

To już czysto teoretyczne rozważania, że we własnej sytuacji ekstremalnej pojawia się potężna pokusa by złamać własne zasady moralne i pisząc tekstem otwartym popełnić zwyczajną n i e g o d z i w o ś ć.

czwartek, 16 października 2014

"Nie wtrącaj się!", "To nie twoja sprawa!", "To ciebie nie dotyczy". "Po co się narażać". Dawno temu napisałam tekst "Gołębie i ludzie", dziś wracam ze smutkiem do tego co czułam pisząc ową notkę. Słowa, które umieściłam na początku są słowami wygodnictwa? obawy? egoizmu? niewiedzy? braku empatii? Może jednak tak już jest, że wolimy "święty spokój" od zajęcia stanowiska w słusznej sprawie? Nie wiem. Ja reaguję gdy widzę krzyczącą niesprawiedliwość. Pewnie nie reagowała bym gdyby przyszło mi się zmierzyć z grupą agresywnych, pijanych młodzieńców, bo spotkałoby mnie to samo czyli obojętność tudzież strach by stanąć w mojej obronie przez przygodnych świadków.

Wsiadam do autobusu i siadam (jest dużo wolnych miejsc). Obok mnie siedzi ubrudzony farbą, na twarzy, rękach, butach, (na ubraniu roboczym widać ślady białej farby), mężczyzna. Nie czuć od niego alkoholu, trzyma plecak, z którego wystają przybory malarskie. W całej postaci widać znużenie czy zmęczenie. W pewnym momencie odzywa się kierowca mówiąc: "Niech pan wstanie, brudzi mi pan autobus, t a c y mają stać". Mężczyzna wstaje. Oglądam go dyskretnie i nie widzę by swoją pracę malarską wykonywał siedzeniem, bo kombinezon z tyłu ma czysty. W pierwszym momencie oburzenie odbiera mi głos, jednak za chwilę odzywam się mówiąc, że to rażąca dyskryminacja, że nie tak traktuje się człowieka, który niczym nie zagraża "czystości" autobusu. Dobrze wiem, że nie wolno wnosić lodów, płynów w odkrytych naczyniach i wielu, wielu innych, ale czegoś takiego się nie spodziewałam. Zapadła cisza, nikt nie reaguje tylko jedna sąsiadka zabiera głos mówiąc, że nie każdego stać na ubrania od Versace. Cisza w autobusie to milcząca zgoda na zgnojenie drugiego człowieka (po co się wtrącać, to nie moja sprawa!) Może to właśnie ja nie miałam racji i trzeba takich ludzi bez miłosierdzia traktować gorzej niż całą resztę? Już nie wiem! Po załatwieniu spraw wracam do domu (znów nieszczęsny autobus). Na ławce przy przystanku siedzą panie (niestety w wieku "moherowym") i wymieniają uwagi na temat jakiegoś księdza i generalnie RM. Owe panie zajmują pół ławki, drugie pół zajmują ich torby i paczuszki. Tuż obok stoi kobieta w tak zaawansowanej ciąży, iż mam wrażenie, że zaraz będzie rodzić. Wtedy wstępuje we mnie jakem ateistka, iście szatańska przekora i mówię:"Czy wiedzą panie co powiedział Jezus". - Jezus mówił wiele rzeczy, a pani o co chodzi? Ano chodzi mi o to, że powiedział m.in. "Coście uczynili jednemu z tych najmniejszych braci moich, mnieście uczynili". - No powiedział coś takiego. - Czy nie zauważyły panie tu kogoś "maluczkiego?". Patrzą na mnie spode łba - nie widzimy! - A ta pani obok, czy nie zasługuje na to by zdjąć jedną czy drugą paczuszkę i zrobić jej miejsce? Baby (przepraszam - panie) niechętnie zbierają swoje paczuszki i kobieta w ciąży może usiąść. Nawet wsiadając do autobusu patrzą na mnie gniewnym wzrokiem. Jedyna pociecha to ta, że widzę "mojego malarza" s i e d z ą c e g o  i nikt nie każe mu wstać, uśmiecha się do mnie leciutko.

Czy to ja oczekuję zbyt wiele? Czy to ja widzę za dużo? Czy to ja czepiam się niepotrzebnie? Pewnie tak, ale nie potrafię inaczej. Nie zacytowałam tym paniom innej wypowiedzi Jezusa bo pewnie by nie zrozumiały, mianowicie: "Każde królestwo rozdarte niezgodą rozpada się i dom na dom się wali" (Łk.11.17). Nie zrozumiałyby przenośni, że tam gdzie brak jedności i szacunku do drugiego człowieka, tam zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że taka społeczność skazana jest na tragiczny byt. Tyle razy historia nam pokazywała, że brak prawdziwej solidarności i zwyczajnej więzi międzyludzkiej prowadzi do klęski, w najlepszym razie do niewoli i nie ważne jakiej - fizycznej czy sumienia.

środa, 15 października 2014

Ileż można narwać naci? Dużo, ale i ona kiedyś się kończy. Moją można jeszcze rwać, póki draństwa rosną będzie rosła i ona. W ostatniej notce napisałam, że rzadko odnoszę się do polityki bo to już było, wszystko? Niestety nie! Dziś wyjątkowo poruszyło mnie kilka faktów właśnie politycznych i muszę z siebie to wyrzucić bo w przeciwnym razie trafi mnie apopleksja. Jeszcze i to! Chcę wreszcie wyzdrowieć, a szlag, który może mnie trafić to przekreślenie moich wysiłków.

Czytam oto (chyba na żadnym portalu tego nie napisano, a telewizji nie mam), że Ukraina zainteresowana jest naszym węglem, ale  z a  d a r m o! Na kupno naszego, polskiego węgla często po prostu ludzi w Polsce nie stać, jest bardzo drogi. Premier Piechociński zareagował na ten "pomysł" oburzeniem, ale już ludzie skrajnej prawicy widzą to inaczej. Ukrainie trzeba pomóc! Nie ważne, że oto właśnie trwa debata o tym by dzień (chyba) 14 października zrobić świętem ichniego wojska, bo to święto świętego Bandery! Nasi "przyjaciele" uznają tego kata-mordercę za bohatera nadzwyczajnego. Niech sobie go uznają do cholery! Darmowy węgiel za to, że do dziś dnia nie przyznali się do l u d o b ó j s t w a na Polakach!!! Może pan prezydent Polski ofiaruje im ten węgiel na kolanach. Jeśli nie było go stać na nazwanie prawdy prawdą to może będzie go stać na taki "prezent", Gorze!

Kolejna nać to reakcja niejakiego Wojciecha Sumlińskiego (pojęcia nie mam co to za persona) na informację, że służby specjalne przekazały IPN "ciekawe" materiały na temat J. Popiełuszki. Niejaki Sumliński stwierdza, ze "III RP powstała ze zbrodni i kłamstw" i on jako prorok w i e co też znajduje się w owych "ciekawych" materiałach. Właśnie zbrodnia i kłamstwo. Nie zdziwiłabym się gdyby w tych "ciekawych" materiałach znalazłyby się nieciekawe informacje na temat życia J. Popiełuszki. Może materiały te obrócą w niwecz przygotowania do kanonizacji, która jest w toku. Ja nie jestem prorokiem i nie mam pojęcia co też może się tam znajdować. Fakty, że zwlekano tyle lat z ujawnieniem tajnych materiałów daje bardzo do myślenia. Niejaki Sumliński wie! Gorze!

Ostatnia nać to niezawodny tropiciel wszelkiego zła zwłaszcza cielesnego czyli ksiądz Oko. Zapewne Drodzy Czytelnicy widzieli tę rozmowę w telewizji. Jaj jej nie widziałam z powodów podanych powyżej, ale mało przysłowiowy szlag mnie nie trafił po porównaniu przez ks. Oko Nergala do Hitlera. Z tego co mi wiadomo (może się mylę) A. Nergal Darski nikogo nie zamordował, nie podpalał kościołów ani ludzi w nich będących, nikogo nie uznał za "podczłowieka", nie stworzył obozów śmierci dla tych, którzy nie lubią muzyki "Behemothu", nikogo nie zmuszał pod groźbą śmierci do kupienia biletu na swój koncert.

Poniższe dedykuję ks. O

Biada wam uczeni w piśmie, obłudnicy! Zamykacie bowiem Królestwo przed ludźmi. Sami nie wchodzicie, a nie dozwalacie, aby weszli ci, którzy by wejść chcieli! (...) Przebiegacie morze i ziemię dla pozyskanie jednego prozelity, a gdy się nawróci czynicie go winnym piekła, po dwakroć gorszym niż wy sami (Mt. 23, 13-15)
sobota, 11 października 2014

Do polityki bieżącej: światowej i krajowej odnoszę się bardzo rzadko. Każdą aferę, każde draństwo czy też propagandę pismaków można określić słowami piosenki: "ale to już było..." i...będzie dalej. Wolę oddawać się mojej pasji niż czytać o kolejnych przekrętach. Wiadomo, pasja to przyjemność. A. Mickiewicz wolał "wiarę i czucie" ja wolę "mędrca oko i szkiełko". Wprawdzie tak jest nie do końca, bo romantyzm drzemie chyba w każdym z nas, także i we mnie, ale fakty udokumentowane to już jest coś wartego uwagi. "Ten uczynił kto miał korzyść". To bez dwóch zdań fakt i prawda. Nieważne jaka to korzyść: polityczna, finansowa, prestiżowa, religijno-fanatyczna etc. ważne jest to, że dla każdej z tych korzyści można zdobyć się na perfidne kłamstwo czy też kompletną nadinterpretację faktów. Przypomniały mi się zeznania świadków odnośnie wywózki do niemieckiego (żadne tam nazistowskie czy hitlerowskie, bo to było konkretne państwo - Niemcy) obozu zagłady w Treblince J. Korczaka i jego podopiecznych - dzieci. Dla propagandy (czyjej?) napisano, że szedł wyprostowany, dumny, nieugięty, a niemieckie bestie mu salutowały (!). Świadkowie widzieli coś zgoła innego. Ten wielki człowiek dosłownie wlókł się, coś bełkotał i spoglądał niewidzącym wzrokiem. Był w tym czasie ciężko chory. Czy to było zapalenie płuc? Nie pamiętam niestety, a jedyna najbliższa osoba szła wraz z dziećmi i z nim na śmierć (Pani Wilczyńska) i niestety nic już nigdy nie powie. Mam tylko cichą nadzieję, ze błogosławiona śmierć przyszła do niego już w pociągu.

Rozumiem intencję czyli pokazanie J. Korczaka jako nieugiętego bohatera, ale PO CO? On był bohaterem w czynach i miłości do opuszczonych dzieci. Czy szedł czy się wlókł zdobył się na czyn nadzwyczajny - DO KOŃCA NIE OPUŚCIŁ "SWOICH" DZIECI.      
 

Kolejne przeinaczenie i naciągnięcie faktów dotyczy św. M. Kolbego. Tuż przed kanonizacją oczywiście było bardzo głośno o jego życiorysie, faktach z życia (skrzętnie ukryto jego antysemityzm) i śmierci. "Bogobojne" pismaki upajały się wręcz kłamstwem, że ponoć zaskoczony jego postawą gestapowiec powiedział: "PAN chce to zrobić?" (zamiana z Gajowniczkiem). Żadnemu z "podludzi" niemiecko-nazistowski morderca nie powiedział PAN, a już szczególnie w Auschwitz. Nie ma świadków, a Gajowniczek, który musiał słyszeć wymianę zdań nie potwierdził tego faktu przez całe swoje życie.

Tu znów pojawia się legenda, poświadczenie nieprawdy na użytek religii, by zrobić z Kolbego swojego rodzaju "nadświętego". Nie dość, że oddał życie za innego człowieka, to jeszcze gestapowiec został nagle "olśniony" świadomością, że oto stoi przed nim ktoś niezwyczajny, przed którym trzeba zgiąć kolana.

Leżą przede mną dwie książki o św. Faustynie. Maria Winowska w książce "Prawo do Miłosierdzia" (1975) napisała: "Helena (imię świeckie) zemdlała ze wzruszenia. Asystująca siostra powiedziała serdecznie i życzliwie "Oto jak siostra żałuje świata". W książce Ludmiły Grygiel "Św. Siostra Faustyna posłanniczka Bożego Miłosierdzia" (2008) padają takie oto słowa: "Cierpienie było tak duże, że nowicjuszka zemdlała. Opiekująca się nią zakonnica powiedziała zgryźliwie i z przekąsem: "Helence chyba bardzo żal świata". Nic dodać, nic ująć. Tak jaskrawe różnice, że w głowie się to nie mieści!

Po co i dlaczego autorki dają popis tak różnych postaw św. Faustyny? O co chodzi? Co chcą udowodnić? Najważniejsze pytanie, która z nich kłamie, bo tu prawda nie leży po środku, środka zwyczajnie zabrakło.

 

 

 

 

wtorek, 07 października 2014

Jestem ateistką, ale do głowy by mi nie wpadło użyć słów poniżej ludzkiej godności wobec wiary czy osób, które są centralnymi postaciami każdej wiary. Przeczytałam słowa, które wprawiły mnie w osłupienie, mianowicie: "żydowska prostytutka urodziła Jezusa, ćpuna, wariata, geja i cwaniaczka". Tak, tak, Szanowni Czytelnicy to dosłowny cytat przeczytany przeze mnie na forum. Nie wyobrażam sobie obrażenia "przedmiotu" wiary kogokolwiek, to PRAWO człowieka wierzyć w co tylko chce i ja szanuję to prawo.

Jednak...

Odwiedziłam sąsiadkę i traf chciał, że trafiłam na telewizyjną Panoramę (nie mam pojęcia, która to stacja). Telewizora nie posiadam, z ciekawością więc obejrzałam "krucjatę" przeciw koncertowi Behemothu w Poznaniu. Zobaczyłam czysty fanatyzm w ludziach, którzy protestowali przeciw temu o czym nie mają pojęcia i na co nikt ich siłą nie ciągnie. Nagle zobaczyłam Jezusa, który podszedł i powiedział - Modlicie się? Bardzo mnie to cieszy. W jakiej to intencji, bo te modlitwy nie dochodzą do mnie? - Jak to w jakiej? Ty, Jezus nie wiesz? Modlimy się, by ten satanista Nergal nie miał prawa występować w katolickiej Polsce, bo obraża WSZYSTKICH Polaków? - Do kogo się modlicie? Do mnie? - Nie ważne, modlimy się i nie pozwolimy by takie rzeczy działy się w Polsce, takie i wszystkie inne. - To może zostawcie tego Nergala mnie. To ja decyduję o tym czy ktoś ma być potępiony czy nie. Nagle podchodzi ksiądz, który przewodzi modlitwom i podejrzanym wzrokiem spogląda na Jezusa. - A Ty niby kim jesteś? Usłyszałem, że tyś jest Jezus, tylko niby skąd się wziąłeś? - Obiecałem wam, że przyjdę powtórnie, ale teraz jestem nieoficjalnie by zobaczyć jak też rządzicie moim Kościołem. - Dobrze rządzimy! Żadnych Nergali, żadnych szatańskich występów! Będziemy bronic do ostatka naszej wiary! W tym momencie Jezus jakby urósł. Jest wyższy od całego towarzystwa. Z Jego twarzy znika ciepło i dobroć. Marszczy brwi i pyta: - ilu dziś głodnym daliście jeść lub podzieliliście się chlebem? Ilu dziś chorych odwiedziliście w szpitalu i poprawiliście choć poduszkę? Ilu dziś pocieszyliście nieszczęśliwych? Czy dziś wyzbyliście się choć trochę pychy, nienawiści, gniewu, pogardy? Ile dobrych uczynków wobec braci swoich uczyniliście? Pytań tych nie wytrzymał ksiądz i mówi: Ty jesteś jakiś podejrzany, wprawdzie nie robisz burdy, ale nam przeszkadzasz więc ja wezwę policję. Już oni wezmą Cie w obroty? - Synu, jestem Mesjaszem i przyszedłem was zbawić! - Już Ty się nie martw o nasze zbawienie, damy sobie radę, a takiego Mesjasza nie chcemy!

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27