ministat liczniki.org a
Kategorie: Wszystkie | człowiek | historia | kościół | wojna
RSS
piątek, 31 maja 2013

Przypuszczam, że niejeden z Szanownych Czytelników słyszał jaką panikę wywołała audycja Orsona Wellesa "Wojna światów". Ludzie słuchający radia uwierzyli, że oto właśnie trwa inwazja Marsjan na Ziemię. Dziesiątki (setki?) tysięcy ludzi uciekało w panice z NY. Audycji nie można było przerwać ze względu na zabezpieczone drzwi, a Welles tak wczuł się w rolę, że nie reagował na rozpaczliwe gesty kolegów, by natychmiast przerwał audycję, bo dzieje się prawdziwa hekatomba. Nikt nie próbował na trzeźwo weryfikować tego co słyszy, albo choćby rozejrzeć się na ulicy czy też uważnie patrzeć w niebo. Ludzie w ogóle nie zamierzali zastanowić się na "trzeźwo" czy słyszą prawdę czy nie. Świetny aktor, do tego reżyser, scenarzysta potrafił stworzyć atmosferę śmiertelnego zagrożenia i LUDZIE UWIERZYLI!

Za żart prima aprilisowy premier pozwał Jerzego Urbana. Informacje podane z odpowiednim patosem, grozą są w stanie spowodować, że przez jakiegoś pismaka może dojść do tragedii jednego człowieka czy też wielu ludzi. Używam słowa "pismak", bo prawdziwy dziennikarz jest odpowiedzialny za swoje słowa i nigdy nie zrobi z wiadomości idiotycznej sensacji, którą to sensację zrobi właśnie "pismak".

Oto czytam "Uważano go za bohatera. Czy teraz jego legenda upadnie? Polacy otaczali go kultem. Na jaw wyszły kompromitujące go fakty" (obejrzałam cały, niespełna 30.minutowy film w Onecie) . Sprawa dotyczy Romualda Traugutta - ostatniego dyktatora Powstania Styczniowego. Ty durny pismaku! To, że Traugutt służył w armii carskiej do 1860 roku figuruje w każdym podręczniku do historii, w każdej encyklopedii, w każdym słowniku historycznym, w każdym dokumencie dotyczącym tamtych czasów. Na jaw wyszły kompromitujące go fakty. Ten głupi i nie douczony (chyba nie uczył się historii) pismak dopiero teraz pokazuje "kompromitujące fakty". Takiej ignorancji, głupoty i braku elementarnej wiedzy dawno nie widziałam. Ten tytuł ma za zadanie zainteresować czytelnika, bo a nuż wyszły na jaw jakieś pikantne szczegóły? Już zaglądano pod kołdrę noblistce Marii Skłodowskiej-Curie, Marii Konopnickiej i komu tam jeszcze. Może ten wielki człowiek także czymś się "splamił"? Byle więcej łajdackich tytułów doprawionych sosem draństwa, bo przecież trzeba czytelnika zainteresować. Czy taki pismak jeden z drugim myśli, że my czytelnicy jesteśmy tacy głupi i nic poza pikantnym seksem czy też złodziejstwem nas nie interesuje? Widocznie tak! Traktuje się nas jak głupie kukły (w wielu przypadkach to niestety smutna prawda).

Taki pismak jest potęgą, bo ma w ręku pióro (klawiaturę) i może wymyślać WSZYSTKO co tylko chce. Taki pismak może doprowadzić do upadku nawet państwa czy też bankructwa na wielką skalę. Taki pismak jest wyjątkowo groźny, bo zazwyczaj mu się wierzy (no bo gdzie zdobyć informację?) Jest jeszcze telewizja, ale tam obowiązują już inne reguły i za takie bzdury można polecieć na zbitą buzię.

Czasem autentycznie przerażają mnie krzyczące (swoją głupotą) tytuły, a pod nimi jakaś idiotyczna informacja nie warta funta kłaków. Jest coraz gorzej, bo by zarobić trzeba wymyślić coś nie z tej ziemi, by być lepszym w głupocie od kolegi z konkurencyjnego tabloidu lub zza drugiego biurka. To już epidemia, a epidemia zawsze oznacza ciężką chorobę, czasem nieuleczalną.

środa, 29 maja 2013

Czekałam na autobus. Obok mnie starszy pan czytał "Wyborczą", obok dwie panie w wieku mocno emerytalnym rozmawiały (plotkowały). Robiły to dość głośno. W pewnym momencie zauważyły co czyta pan. Jedna z nich odezwała się dość głośno: "a wie pani, że Kwaśniewska kradła wodę". Druga zapytała w jaki sposób kradła tę wodę. Na to pierwsza pani odpowiedziała: "pisali w Naszym Dzienniku, ale w żydowskiej gazecie o tym oczywiście nie napiszą, bo Żydzi rządzą". Widać było, że panu czytającemu "Wyborczą" drgnęły ręce, bo nie ulegało wątpliwości, że te słowa były skierowane właśnie do niego, czytał przecież "żydowską" gazetę. Ciekawa byłam co też będzie dalej. Dalej było gorzej, bo pani powiedziała, ze każdy kto czyta taką gazetę nie jest Polakiem. Pan nie wytrzymał i oburzonym głosem powiedział, że każdy może czytać to co chce. Pani z mściwością stwierdziła, że tylko wrogowie prawdziwej Polski czytają "taką" gazetę. Sytuacja zaczęła być ciężka od nienawiści, wrogości i pogardy.

Nawet czytanie gazet zaczyna dzielić Polaków na lepszych i gorszych. Jest prasa "jedyna słuszna" i jest ta wroga. Tę "wrogą" czytają gorsi Polacy i czy to właściwie Polacy? Raczej nie, bo prawdziwy Polak nie czytuje tego co drukują Żydzi chcący zniszczyć Polskę. Coś przerażającego! Do podziałów zaczyna dochodzić w różnych dziedzinach codziennego życia i wystarczy iskra pod postacią "niewłaściwych" słów czy też "niewłaściwej" prasy. Taka iskra jest w stanie rozniecić pożar nienawiści i pojedynku na słowa, kto mocniej dołoży przeciwnikowi. Zatraca się kontakt z rzeczywistością, pozostaje tylko wynik czyli nienawiść, pogarda dla inaczej myślącego. Trzeba go zniszczyć, bo nie ma prawa mieć swojego zdania, na dodatek innego niż "obowiązujące". Jedynie słuszne zdanie hierarchów.

W którym momencie ktoś, kto pogardza innym człowiekiem ma satysfakcję? Kiedy czuje się wspaniały i mądrzejszy? Czy wtedy gdy z Bogiem na ustach krzywdzi słownie innego człowieka? Zastanawiam się gdzie jest granica za którą jest już tylko łajdactwo i draństwo, dodatkowo tych, którzy mienią się wierzącymi katolikami. Chodzą co niedziela do kościoła i biorą Boga na świadka swoich słów pełnych pogardy i nikczemności.

Co ta pani chciała pokazać? Chyba tylko skrajną nietolerancję i chęć skrzywdzenia z premedytacją człowieka, który czytał gazetę inną niż "Nasz Dziennik". Bóg tej pani nie jest Bogiem tego pana. Ten pan być może w ogóle nie ma żadnego boga i ma do tego prawo! Póki co jeszcze nie ma stosów za czytanie "Wyborczej", ale pewnie doczekamy się i tego. Demokrację diabli wzięli! Zresztą już ktoś mnie uświadomił, że w Kościele nie ma demokracji jest monarchia absolutna, tylko czy aby ta monarchia zaleca pogardę, nienawiść, nietolerancję i krzywdzenie? Coś mi się wydaje, ze takie postawy potępił Jezus. Gdzie zginęła Jego nauka? Czy w ogóle obchodzi tych "najbardziej" wierzących?

poniedziałek, 27 maja 2013

Przypuszczam, że niejeden Czytelnik przeczytał o burzy, która się rozpętała po słowach papieża, że "ateista, który czyni dobro także może dostąpić zbawienia". Tego już watykańscy purpuraci nie zdzierżyli. Podejrzewam, że sprostowanie tych słów przez rzecznika Stolicy Apostolskiej ks. Thomasa Rosica nie było uzgodnione z papieżem. Rzecznik ogłosił, że "oczywiście, że ateiści idą do piekła (...)". Nie będę cytować całej wypowiedzi, bo Szanowny Czytelnik może bez trudu znaleźć te słowa na kilku portalach. Odnotowałam za to niektóre komentarze:

Jezus czegoś nie może?  A kto mu zabroni? Może zbawić kogo chce! - kocur63
 
Papież już stracił przywództwo? A tak ładnie zaczynał! - architekt
 
Tylko urzędnicy Watykanu decydują kto do piekła, kto do nieba. To tacy kwalifikatorzy jak w skupie żywca w dawnym GS. Ciekaw jestem gdzie zakwalifikują Głódzia i jemu podobnych - pimpek

Czytelnicy zareagowali normalnie czyli krytycznie odnośnie tego "ocenzurowania" przez urzędnika Watykanu wypowiedzi papieża. Ta "rewolucja", którą zaczął papież Franciszek zaczyna przeszkadzać wielu. Czegoś takiego jeszcze nie było. Papież pozwala sobie na inne zdanie niż mają purpuraci watykańscy. Tak być nie może! Podnieść głowę i mieć odwagę próbować zmienić to, co zmienić się nie dało przez setki lat. Trzeba Franciszka przywołać do posłuchu. Niech sobie nie wyobraża, że może pouczać hierarchów jak mają postępować. Kiedyś napisałam, że źle wróżę temu "dziwnemu" papieżowi co to chce reformować niereformowalne. Nic z tego. Już purpuraci czuwają i nie pozwolą na zbyt wiele. Papież może sobie marzyć o Kościele przyjaznym wszystkim, o Kościele ubogim i dla ubogich. Marzyć może, bo tego nikt mu nie zabroni, ale wprowadzić w czyn? Co się zmieniło choćby w Kościele w Polsce? Jakoś nie widać niczego nowego. Wszystko toczy się dawnym trybem. Ci, którzy ociekali bogactwem, ociekają nim nadal. Ci, którzy grzmieli potępieniem, grzmią nadal. Napisałam także, iż bez wsparcia hierarchów sam papież niczego nie zmieni, a hierarchowie zmian nie chcą. Dobrowolnie wyrzec się dla jakichś ubogich swoich bogactw i przywilejów?! Trzeba wielkiego ducha, by tak właśnie zrobić. Tego ducha zabrakło. Ksiądz Rydzyk nadal robi co chce, dodatkowo "szarpie się" z Tomaszem Sakiewiczem, przecież ultra katolikiem. Nie mam pojęcia kto jest przełożonym redemptorystów (generał zakonu czy też ma inną nazwę?), ale ktokolwiek to jest, podlega bezpośrednio papieżowi i co? I nic!

Co jeszcze zrobi wyjątkowo nietypowego papież Franciszek? Czym jeszcze zaskoczy? Życie pokaże. Watykaniści zastanawiają się kiedy lewicowi działacze przestaną mieć szacunek dla papieża Franciszka, bo na dzień dzisiejszy mają. Co musi się stać, by także hierarchowie schylili głowy przed ubogimi, odtrąconymi, wykluczonymi? Jedno jest pocieszające. Papież Franciszek zachwyca zwykłych, prostych ludzi. W tych ludziach jest siła papieża i jego moc. Jednak... papież jest daleko, a miejscowi purpuraci blisko i póki co to oni stanowią o tym kto ma być zbawiony, a kto potępiony.

sobota, 25 maja 2013

Kto ma wiedzę ten ma władzę.To żadne odkrycie, bo jeśli posiadam wiedzę o kimś, mam nad nim władzę. Wiedzę o czarnych stronach życia tego kogoś. Wiedzę, którą mogę upublicznić, by tego kogoś zniszczyć. Jeśli ten ktoś jest osobą publiczną, tym bardziej mogę go skompromitować. Piszę w trybie "ja" tylko i wyłącznie po to, by zacząć wprowadzenie do moich przemyśleń odnośnie Antoniego Macierewicza. Ten pan posiada wiedzę bardzo groźną. W latach 1991-1992 był ministrem spraw wewnętrznych. W czasie rządów J. Kaczyńskiego był wiceministrem obrony narodowej. Nic już dodawać nie trzeba. Podczas pełnienia tych funkcji posiadł wiedzę o każdym, o którym chciał, a pełniących funkcje publiczne. Ten pan był dodatkowo likwidatorem WSI czyli miał dostęp do prac i OSÓB pełniących służbę w wywiadzie i kontrwywiadzie. Wziąwszy wszystko razem, miał dostęp nieograniczony do największych tajemnic państwowych. Jego "Raport o działaniach żołnierzy i pracowników WSI..." z 12 lutego 2007 spowodował trzęsienie ziemi i oszczerstwo mnóstwa osób (do dziś MON wypłacił prawie milion złotych byłym żołnierzom, którzy wygrali w sądzie procesy o zniesławienie). W dniu 16 lutego 2007 stała się rzecz niesłychana. Prezydent L. Kaczyński odtajnił Raport. Raport stał się dostępny każdemu, także wszelakim służbom specjalnym innych państw. Odtajniony Raport zagroził wszystkim pracownikom polskiego wywiadu i kontrwywiadu na świecie. Zagroził unicestwieniem fizycznym pracowników przez służby specjalne, bo są tam nazwiska i funkcje. To prawie zdrada stanu, narazić na śmierć ludzi, którzy pracowali dla Polski przecież.

Czy Macierewicz poniósł jakieś konsekwencje poza odwołaniem ze stanowiska? NIE! Do dziś nie poniósł żadnych (podobnie Wildstein za wyniesienie "listy", która wielu ludziom przyniosła udrękę niesłychaną). Nasze prawo jest ułomne, ale odpowiednie paragrafy jednak w Kodeksie Karnym istnieją. Czy ktoś próbował postawić Macierewicza przed sądem za wyraźne działanie na szkodę państwa? Ja sobie nie przypominam, co nie znaczy, że takich prób nie było. To tylko ja nie pamiętam. Teraz wrócę do wiedzy czyli władzy. Czy Macierewicz posiada "haki" na bardzo ważne osoby? Czy te osoby boją się tej wiedzy i siedzą cicho? Byli żołnierze WSI nie mieli i nie mają nic do stracenia i dlatego mogą domagać się sprawiedliwości w sądach. Czy "ważne" osoby boją się tak bardzo, że ten pan może dziś bezkarnie "działać" w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem? Generalnie ten pan jest bezkarny. Wyobrażam sobie co przeżywali pracownicy wywiadu i kontrwywiadu i ich rodziny gdy Raport stał się publiczny. Zresztą nie tylko oni, bo Macierewicz oskarżył kogo tylko mógł.

Często się nad tą bezkarnością zastanawiam, bo narazić na niebezpieczeństwo obronność państwa to już nie "pancerna brzoza" czy inne kurioza, to już zachwianie tym właśnie bezpieczeństwem. Rosjanie, po upublicznieniu Raportu wyjątkowo zjadliwie pisali, że Macierewicz bardzo się im przysłużył, bo oszczędził im mnóstwo pracy. Podał na tacy nazwiska. Nie musieli sami się męczyć, mieli wszystko gotowe. Czy te komentarze prasy rosyjskiej nie są symptomatyczne? Dlaczego do diabła ciężkiego ten pan ciągle robi co chce?! Będzie nadal robił co chce, bo jest pod ochroną PiS i jak widać nie tylko...

środa, 22 maja 2013

Emocje, emocje! Na blogach, w parlamencie, na wszelakich portalach, w telewizji. Kochani, szkoda Waszego zdrowia! Spluwam przez lewe ramię (na wszelki wypadek), by nikt nie przypłacił wypowiedzi tej osoby zdrowiem. A nuż przytrafi się nadciśnienie albo serce zacznie szwankować? Choćbyście swoje oburzenie wykrzyczeli, niczego to nie zmieni. Ta osoba (Pawłowicz) ignoruje wszystkich i wszystko. Ta osoba jest bezkarna i nikt, absolutnie nikt nic jej nie zrobi. Dalej będzie głosić faszystowskie, poniżające, wulgarne, łajdackie poglądy. Wszyscy mogą się oburzać, a i tak nic z tego nie wyniknie. Nie zostanie ukarana, nie zostanie otoczona ostracyzmem, bo ma poparcie kolegów z ław poselskich, a przede wszystkim Kościoła. Przecież wiadomym jest powszechnie, że Kościół podziela jej poglądy, a ona podziela poglądy Kościoła. Będzie dalej bezkarnie niszczyć i krzywdzić ludzi i nic ani nikt jej nie przeszkodzi. Poza tym, że prze do przodu jak czołg, to na dodatek ma za nic kulturę, takt, delikatność czy choćby tylko NORMALNOŚĆ. Proszę się nie łudzić Drodzy Autorzy, Wasze oburzenie jest w pełni uzasadnione, ale totalnie chybione, bo ta osoba jest odporna na wszystko. Ta osoba jest w stanie przekrzyczeć orkiestrę symfoniczną w poszerzonym składzie i nikt jej nie zagłuszy. Ta osoba jest zaprzeczeniem normalności i ludzkich uczuć. Niech no tylko ktoś spróbuje ją ukarać, marny jego los! Za tą osobą stanie cały PiS, biskup Michalik (może on już kardynał?) i Episkopat. Ten, kto zażąda (bardzo słusznie!) ukarania tej osoby musi liczyć się z tym, że niczego nie wskóra, dodatkowo zostanie sprowadzony do poziomu rynsztoka. Z tą osobą nikt nie wygra, bo jak widać codziennością staje się obrażanie, krzywdzenie i oskarżanie każdego, kto ma inne poglądy niż ta osoba. Pozostaje tylko jedna opcja. Ta opcja ma szanse powodzenia, ale ja nie mogę o niej napisać, bo otrę się o naruszenie prawa. Zastanawiam się właśnie czy czasem nie warto poświęcić dużo, by zyskać WSZYSTKO. Tak właśnie wygląda prawo i sprawiedliwość w Polsce. Bez drastycznej riposty nic się nie zmieni. Ta osoba wykorzysta każdą okazję, by pokazać, że jest bezkarna i może mówić i robić co jej się podoba bez żadnych konsekwencji. Bezkarność rozzuchwala i powoduje, że osoba bezkarna będzie posuwać się coraz dalej. Będzie posuwać się coraz dalej mając świadomość, że może WSZYSTKO, bo jak się okazuje właśnie MOŻE.

Szanowni Autorzy Wasze oburzenie jest w pełni zasadne, ale niczego nie uzyskacie, nie mam złudzeń. Każdy głos krytyki spłynie po tej osobie jak brudy do ścieku. Przy kolejnej okazji będzie kolejne zamieszanie, które niczego nie zmieni. Ta osoba czuje się w ścieku jak we własnym domu.

21:35, cheronea
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 20 maja 2013
"Nocą słyszę jak coraz bliżej
drżąc i grając krąg się zaciska
(...)
teraz na dnie śmierci wyrastam
ja, syn dziki mego narodu
(...)
Umrzeć przyjdzie gdy się kochało
wielkie sprawy, głupią miłością"
 
                                                                  K.K. Baczyński "Z głową na karabinie"

Opowiadała mi Mama (piękną była kobietą!) o pewnym zalotniku, który chodził za Nią jak cień i wyraźnie wzdychał. Akurat ten facet Mamie się nie podobał i dawała mu to odczuć w sposób u młodej dziewczyny okrutny. Ten pan zazwyczaj odchodził zawstydzony i wyśmiany. Życie pisze niewiarygodne scenariusze, nie trzeba tworzyć niczego na siłę, bo i tak nie wydumamy tego co może przynieść (życie). Oto 1 września 1939 roku już w godzinach południowych (Mama znajdowała się tylko kilkanaście kilometrów od granicy z Niemcami). Oto tego dnia zjawił się dawny zalotnik w eleganckim mundurze oficera SS (piąta kolumna???) i patrząc Mamie w oczy zapytał: "i co teraz powiesz?"

Do sedna. Uważaj cheroneo z kim i o czym rozmawiasz (polityka), bo nigdy nie wiesz co stać się może. Nie "poniewieraj" PiS-em ani prezesem. Nie poniewieraj Radiem Maryja i Telewizją Trwam, a już nigdy, przenigdy księdzem Rydzykiem. Nie poniewieraj biskupami, klerem, Kościołem (na to wszystko już i tak za późno, bo co nieco sponiewierałam). Nigdy nie wiadomo w którym momencie wahadło wróci lub się zatrzyma, a zemsta tych najbardziej "miłujących" może być okrutna, bo "oni" pamiętają i pamiętać będą.

Nie mając telewizji mogę z dużym dystansem podchodzić do tego co dzieje się w mojej Ojczyźnie. Obserwuję jakby z oddali. Z pewnej odległości widzi się więcej i ogarnia się więcej. Dostrzegam "zaciskający się krąg", który grozi uduszeniem z braku możliwości zaczerpnięcia głębokiego oddechu. Czuję palący oddech na karku. Jeszcze jestem w stanie oddalić się względnie szybko, ale to się zmieni. Przeczuwam katastrofę czyli dojście do władzy przedstawicieli właśnie tych, których "sponiewierałam". Zacznie się chaos. Pan Duda już czuwa nad tym, by nie było spokoju w kraju, by strajki destabilizowały to co jeszcze jest stabilne. Prezes czuwa nad tym, by skłócać Polaków ile tylko można. Kościół czuwa nad tym, by katolik stanął w pozycji "do ataku" przeciw ludziom wolnego ducha. Platforma nawet nie próbuje czuwać nad niczym.

Rozmawiam z różnymi ludźmi. Na szczęście bardzo rzadko o polityce. Czy na szczęście? Jaka grupa społeczna będzie w stanie wysunąć "dowódcę", który ponownie przeskoczy płot, ale w kompletnie innym celu, bo w obronie wartości wolnych ludzi, wolności właśnie ducha i własnych przekonań? Czy ktoś taki się znajdzie? Jakież przewrotne jest życie i historia, bo teraz nie będzie chodziło o demokrację, teraz będzie chodziło o WOLNOŚĆ WEWNĘTRZNĄ, o wolność każdego człowieka do jego wyborów. Nie ma większej wartości jak wolność wyboru w każdej sprawie.

Czuję ten zaciskający się krąg, oby to było "przeczucie" tylko jak ze snu, bo ze snu (nawet największego koszmaru) zawsze można się obudzić.

 
1 , 2